|
|
  |
|
Spełnienie marzenia: 07.03.2008, Mogilany
Wolontariusze: 07.03.2008, Mogilany
Przyjechałyśmy wieczorem, choć chciałoby się powiedzieć, że w nocy - tak pięknie było usiane gwiazdami niebo w Mogilanach. Przybyłyśmy niespodziewanie. To znaczy niespodziewanie dla Madzi. Wtajemniczone we wszystko mama z ciocią na szczęście nie zdradziły się ani słowem.
Radość z gości okazała się być większa nawet od ciekawości, co kryją przyniesione przez nas spore pakunki. Najpierw nasza marzycielka koniecznie chciała nam pokazać swoje ostatnie dzieła, narysowane fundacyjnymi kredkami. Dopiero potem rzuciła się do gorączkowego odpakowywania prezentów: laptopa i torby. Szczęście stało się kompletne po uruchomieniu programu do ubierania "lalek" - czyli popularnych aktorek, modelek, sportowców... Magda raz po raz zmieniała ubrania i dodatki Angelinie Jolie, Kylie Minogue, mało znanemu czarnoskóremu aktorowi i innym, irytując się tylko kiedy myszka "nie chciała słuchać" jej niecierpliwych palców. Końca tych stylizacji nie było widać.
Zafascynowaną zabawą Madzię udało się odciągnąć od wymarzonego laptopa jedynie na ekspresowe przeszkolenie jej mamy oraz na sam moment pożegnania z nami. Dziewczynka spontanicznie rzuciła się na szyję każdej z nas. Ciekawe czy poszła tej nocy w ogóle spać - i co się jej śniło...
Relacja : Gosia
zobacz fotoreportaż
|
Pierwsze spotkanie: w domu Magdy, 01.02.2008 r.
Wolontariusze: Lucynka, Bożenka, Gosia
Przyjechałyśmy do Madzi w piątek wieczorem. Jej mama zdradziła nam, że
dziewczynka nie mogła się nas doczekać: " Trzy razy dzwoniła do mnie
do pracy, tak się cieszyła, że przychodzą goście "NIE DO MAMY, ale DO NIEJ SAMEJ".
Faktycznie widać było, że nasza marzycielka była podekscytowana. Okazała
się też szalenie kontaktową i rezolutną osóbką, więc rozmowa od początku
przebiegała żywo. Wręczyłyśmy jej lodołamacz: bloki rysunkowe
i kredki, szczekającego psa - maskotkę oraz pięknie wydane baśnie
Andersena. Magda od razu skonfrontowała nowego psiaka ze swym czarnym jak
smoła kotem Mruczkiem, jednak żądny zabawy kocur wolał zaczepiać
pazurkami i zębami nieznanych mu gości. Następnie zabrała się do
rysowania. Stworzyła wróżkę, następnie mój portret, a na koniec portret
Mruczka - wszystkie dzieła bardzo udane. Na kolanach Bożenki wysłuchała
parę baśni. W kwestii swojego marzenia była zdecydowana: najbardziej
uszczęśliwi ją laptop ze specjalnym programem do ubierania lalek. Na
koniec zadała nam trudne zadanie - miałyśmy narysować nasze
marzenia. Role się odwróciły. :-)
Z uwagi na późną porę trzeba było w końcu się pożegnać, co nie było
łatwe, bo Magdalenka ewidentnie nie miała nas dosyć. Wypuściła nas dopiero po
serii czułych uścisków i obietnic, że na pewno jeszcze ją odwiedzimy.
Zrobimy to z przyjemnością. W międzyczasie trzeba nam się rozglądać za
laptopem... a może czyta nas ktoś, kto chciałby nam
dopomóc... [krakow@mammarzenie.org] ? ;-)
Relacja : Gosia
zobacz fotoreportaż |
| |