|
Spełnienie marzenia: Lublin, 7 marca 2008.
Wolontariusze: Ewa, Gośka.
Na spełnienie marzenia wybrałyśmy się do Kasi do szpitala w przeddzień Dnia Kobiet. Miałyśmy przygotowanego laptopa z zainstalowanym internetem, kilka romantycznych komedii, no i superkobiecą torebkę na laptopa - brązową z beżowymi haftowanymi kwiatami i wisiorkiem - frędzelkiem. Objuczone tym wszystkim ruszyłyśmy w stronę Oddziału Onkologii i Hematologii w DSK, gdzie czekała Kasia. No, właściwie Kasia nie czekała na nas, tylko leżała i leczyła się, a to nie jest najprzyjemniejsze zajęcie, jak wiedzą ci, którym wypadło pobyć w szpitalu. Nasi szpiedzy donieśli nam, że Kasi zdarzyło się pożyczać laptopa od koleżanek, żeby nie było tak strasznie nudno, no i nie mogła się doczekać własnego.
Mama Kasi dotrzymała słowa, nie pisnęła nic a nic o naszej wizycie, w związku z tym zaskoczenie było totalne! Kiedy weszłyśmy na salę, Marzycielka wydała okrzyk „O k...de!” i od tej pory uśmiechała się cały czas podczas naszej wizyty. Na początek poszła torebka z filmami. W środku znalazł się film „Tylko mnie kochaj” - jak się okazało ulubiona komedia Kasi!!! Cha, cha, wolontariuszki FMM, tym razem Ewa po prostu odgadują najskrytsze myśli Marzycielek...
Kiedy przyszła pora na zielone pudło, Kasi wypsnęło się drugie „O k..de!”. To była naprawdę szczęśliwa chwila. Papier został rozszarpany, tylko zielona wstążeczka zachowana na potem „bo fajna”. Od początku Kasia robiła wszystko sama na nowym laptopie! Nam szczęki opadły z podziwu, bo Marzycielka nigdy nie miała własnego komputera! Najważniejszy okazał się INTERNET. Natychmiast Kasia ściągnęła nową tapetę, bo ta zainstalowana w salonie „była za ciemna”. I jak myślicie, co Kasia wybrała? Nie żadne kwiatki, kotki czy zachody słońca, ale srebrny, długi samochód! Potem sprawdzała, czy wszystko działa, otwierały się kolejne strony z babskimi grami w przebieranki, z biżuterią itp. Ale superważne okazało się gadu-gadu i tu też instalacja przebiegła bezproblemowo. Kasia włączyła „Dostępny”, „bo a nuż ktoś do mnie napisze?”.
W rozmowie z Kasią i Jej Mamą okazało się, że nie wierzyły za bardzo, że marzenie się spełni, a jeśli tak, to może za rok... Spełniło się już po miesiącu od naszej pierwszej wizyty! Dobrze, że miałyśmy dla Kasi Dyplom Marzycielki. Wręczyłyśmy go podkreślając, że marzenia się spełniają jak widać i żeby nigdy nie przestawały marzyć.
Pod koniec naszej wizyty Kasia dalej uśmiechała się od ucha do ucha, ale wezwała Panią Pielęgniarkę, bo po chemii bolał ją brzuch. Pani Pielęgniarka nie mogła uwierzyć, że wezwana była właśnie do Kasi, bo Kasia dalej się śmiała z laptopem w objęciach. „Jakoś nie wyglądasz mi na cierpiącą, a wierz mi, mam doświadczenie” powiedziała Pani Pielęgniarka z uśmiechem robiąc zastrzyk. I tak zakończyła się nasza wizyta: zostawiłyśmy wszystkich na sali Kasi w radosnych nastrojach. To jest właśnie ta magiczna moc laptopów z internetem...
Relacja: Gośka P.
|