Niedziela przywitała nas słonecznym uśmiechem, który nam się udzielił. Właśnie dziś miało się spełnić największe marzenie Kuby. Zanim ruszyliśmy w drogę do Radomia, podjechaliśmy odebrać tort zamówiony specjalnie na tę okazję, po czym pełni emocji usiedliśmy w samochodzie wraz z całym asortymentem potrzebnym do relacji marzenia i pojechaliśmy ku wielkiej przygodzie. W samochodzie wraz z Sylwią omawiałyśmy jeszcze przebieg zabawy, którą wymyśliłyśmy na ten wyjątkowy dzień. Wiedziałyśmy, że będziemy miały chwilę czasu na rozplanowanie wszystkiego, ponieważ z mamą Marzyciela ukartowałyśmy, że chłopiec wraz z tatą i rodzeństwem wybędzie z domu, tak abyśmy my mogły go zaskoczyć. Kiedy wjechałyśmy do Radomia zaczęłyśmy pompować balony w samochodzie, żeby na pewno starczyło nam na wszystko czasu. Gdy dojechaliśmy przywitała nas mam Kuby mówiąc, że wszystko udało utrzymać się w tajemnicy i chłopiec nawet nic nie podejrzewa… Szybko zabrałyśmy się, więc do pracy. Na bramie powiesiłyśmy kilka balonów wraz z pierwszą instrukcją do zadania, które przygotowałyśmy naszemu Marzycielowi - napisałyśmy, że mamy dla niego niespodziankę, tylko po drodze musi rozwiązać kilka drobnych zadań, a następną instrukcję znajdzie w kuchni. W kuchni postanowiłyśmy, że następną karteczkę przyczepimy magnesem do lodówki – na tej kartce była informacja, że chłopczyk musi udać się do swojego pokoju i tam odnajdzie następne wskazówki. W pokoju ukryłyśmy kubek w ukochane angry birds naszego marzyciela, a na opakowaniu zostawiłyśmy kartkę, żeby zajrzał do środka. W kubku była informacja, że Kuba powinien udać się teraz do dużego pokoju, gdzie znajdzie pewien przedmiot, który musi otworzyć, a tam znajdzie kolejne wskazówki. Przedmiotem, który ukryłyśmy w kolejnym pokoju było etui na iPad’a, do którego schowałyśmy rozsypankę wyrazową. Hasło, które chłopiec miał ułożyć brzmiało: „Marzenia się spełniają! Więc zajrzyj do ostatniego pokoju J”. Jak się można domyślić w ostatnim pokoju czekałyśmy my z balonikami i wymarzony iPad. Kiedy Kuba wraz z tatą i rodzeństwem przyjechali do domu usłyszałyśmy euforię na podwórzu. Marzyciel zaaferował się do tego stopnia, że nawet nie zauważył kartki przy balonach na bramie i żeby nie jego mama cały plan z zabawą by upadł. Mama podpowiedziała Kubie, że na lodówce jest kartka dla niego. Chłopczyk szybko ją zerwał i pobiegł do swojego pokoju, gdzie bez najmniejszego problemu znalazł kubek. Następnie udał się do dużego pokoju, aby odnaleźć etui. My ukryte w pokoju za ścianą mogłyśmy tylko słuchać radosnych słów Marzyciela o tym, że uwielbia układanki. W tym momencie byłyśmy już przygotowane – stałyśmy z balonami, dyplomem i iPadem w ręku, bo nasz mały bohater w każdej chwili mógł wbiec do pokoju. I rzeczywiście tak się stało – Kuba, kiedy tylko ułożył rozsypankę wbiegł do pokoju braci, w którym się ukrywałyśmy. Jego mina, którą niestety nie do końca udało nam się uchwycić aparatem mówiła wszystko. Chłopiec nie posiadał się z radości, a my poczułyśmy w sercach niesamowite szczęście, że właśnie uczestniczymy w tak pięknej chwili, którą jest spełnienie największego marzenia cudownego młodego człowieka. Wszyscy przenieśliśmy się do dużego pokoju, aby móc obejrzeć iPada. Sylwia z Kubą rozpoczęli jego testowanie, a my wraz z rodzicami zajęliśmy się rozmową. W między czasie nastąpiło jeszcze wręczenie dyplomu i poczęstunek tortem oraz ciastem przygotowanym na nasz przyjazd. Następnie ściągnęliśmy na iPad’a ukochane angry birds chłopca, po czym zaczęliśmy robić pamiątkowe selfie otrzymanym przez chłopca prezentem. Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy i nasz czas u tej przemiłej rodziny dobiegł końca, musieliśmy zbierać się w drogę powrotną do Warszawy. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi, wyściskałyśmy z Kubą i z głową pełną marzeń wróciliśmy do domu. Z Sylwią trochę żałujemy tylko, że nie mogłyśmy zobaczyć całej radości towarzyszącej powrotu chłopcu do domu i odkryciu, że czekamy na niego. Całe szczęście na posterunku był nasz nowy wolontariusz – Piotr, który zrobił sporo zdjęć, dzięki, którym mogłyśmy nie tylko usłyszeć radość, ale też popatrzeć na nią.

Z Tego miejsca chciałybyśmy podziękować sponsorom, bez których nie mogłoby się spełnić to piękne marzenie. Dziękujemy, że Claudia i Clement zdecydowali się zamienić kwiaty na marzenia na swoim ślubie oraz dziękuję jeszcze swoim przyjaciołom – Ewie, Anicie i Tomkowi, że przystali na moją prośbę i na moje urodziny nie dawali mi prezentów, a każde z nich przekazało datek na ten wspaniały cel. I na koniec dziękujemy też Tobie Kubo za tak wielką euforię z tego, że mogłyśmy spełnić Twoje największe marzenie. Twoja nieskrywana radość i wdzięczność widoczna w uśmiechu, który nie schodził z Twojej twarzy sprawiła, że tryskałyśmy energią długo po powrocie do domów i nabrałyśmy sił do walki o spełnienie kolejnych marzeń.