Zanim doszło do spełnienia marzenia Konrada, przeżyliśmy szereg perypetii. Pierwszy zaplanowany pobyt w Liverpool musiał zostać odwołany. Dwóch lat, jakie dzieliły nas od I spotkania Konrad nie zmarnował. Nie dane mu było grać w piłkę nożną, ale podszkolił się wydatnie w angielskim i usilnie wypracowywał strategię na przyszłość. Kocha sport, kocha football i piłkarzy, chce ich w przyszłości leczyć.

Tymczasem przed nami stała wymarzona przygoda. Największa w życiu marzyciela, jak przyznał. O tym, by pojechać do Liverpoolu na Stadion Anfield marzył odkąd od starszego brata jako siedmiolatek usłyszał detale o drużynie. Dziś wie o niej wszystko. Konrad przeżywał nasz wyjazd bardzo i to, że zbliża się takie wydarzenie jak mecz ukochanej drużyny Liverpool F.C z najbliższym rywalem Manchester United. Dzień przed meczem zażyczył sobie, byśmy pojechali na miejsce treningów kadry i czekali na wjazd zawodników. Był bardzo cierpliwy, wyrozumiały. Znaleźliśmy się tam bardzo wcześnie , a przyszło czekać kilka godzin. Konrad marzył o tym, by choć na chwilę z bliska zobaczyć strzelca Philipe Coutinho, skrzydłowego Mane, napastnika Firminio, czy kapitana Hendersona. Udało się! Udało się nawet na zdjęcia w locie. Wymagały refleksu i skupienia, ale przeddzień meczu był przeznaczony właśnie na te emocje. W przerwach pomiędzy jednym a drugim zjazdem zawodnika do centrum treningowego, Konrad rozmawiał telefonicznie z bratem. Tym, który zaszczepił mu miłość do tej drużyny. Kristian w Polsce nie poszedł do pracy, przez telefon oglądał ulicę, jaką pokonują ich ukochani piłkarze w drodze na trening. Każdą małą przerwę, kiedy żaden z zawodników się nie pojawiał, Konrad z tatą wykorzystywali by Kristianowi przybliżyć choć trochę emocji, jakie im dane było przeżywać. To była uczta dla całej rodziny, wszyscy mężczyźni tej rodziny to nie tylko zapaleni piłkarze ale fani drużyny Liverpool FC. „ Na telefonie” była też cały czas mama Konrada, bo i ona chciała być obecna w takich emocjach syna. Dla postronnego obserwatora stanie i czekanie na piłkarzy, które trwało 8 godzin wydawać by się mogło monotonne i nudne. Kiedy wieczorem padło hasło, by się zrelaksować od Konrada usłyszeliśmy, ze największy relaks ma on za sobą przed Melwood.

Nazajutrz oczekiwany mecz. W sobotę emocje wzbudzała atmosfera na stadionie. Kibice śpiewający, przekazujący flagi na głowami, obracający kolorowe kartki, by tworzyły potężne napisy. Konrad marzył o wygranej, ale powiedział, że zadowoli go nawet remis. Manchester się bardzo wzmocnił, nastąpił transfer dobrych piłkarzy. Dzień był bardzo słoneczny. Śpieszyliśmy się, by przed meczem móc być jeszcze świadkiem treningu. Z daleka Konrad rozpoznawał wszystkich piłkarzy. Sam jest piłkarzem, grał w pomocy i potrafi ocenić poziom meczu.

Drużynie Liverpoolu nie udało się wygrać. Ale nie przegrała. Konrad cały czas analizował, przytaczał sytuacje i jednoznacznie twierdził, że ta wygrana Liverpoolowi się należała. No cóż, trzech szans nie wykorzystała.

Marzenie, najważniejsze marzenie Konrada zostało spełnione. To wygenerowało marzenia następne. Teraz Konrad będzie chciał sam spróbować wrócić na boisko, a w przyszłości służyć piłkarzom oferując najwyższej klasy profesjonalną fizykoterapię i pomoc medyczną.

Konrad, z całego serca gratulujemy ci tak wspaniałej pasji, tego, że jesteś jej wierny i, że z taką konsekwencją i determinacją robisz wszystko, by osiągać cele z tej pasji wynikające. Dziękujemy, że dane nam było uczestniczyć w spełnieniu Twego marzenia i że podzieliłeś się z nami tak wspaniałymi emocjami. Nigdy nie przestawaj marzyć!