Oliwię  odwiedziliśmy w wakację stąd tak spore zaskoczenie, że już w styczniu będziemy leciec do jej wymarzonego miejsca. O planowanym wyjeździe dowiedziałem się na trzy dni przed  wylotem.  Czym prędzej zadzwoniłem do Mamy Oliwii, mój telefon zaskoczył ją, wraz z Oliwią myślała, że wyjazd to perspektywa roku do dwóch oczekiwania. Tu proszę , niespodzianka na początku roku I to jeszcze w planowane ferię zimowe. Otrzymałem zapewnienie, iż Oliwia wraz z Tatą – Grzegorzem, są gotowi na wycieczkę. To działo się tak szybko, że sam nie mogłem uwierzyć, że to marzenie tak szybko uda się spełnić. Na lotnisku z bojowym nastawieniem spotkaliśmy się w czwartek. Czekała na nas tygodniowa przygoda na jednej z wysp archipelagu makaronezji.

            Gdy opuszczaliśmy lotnisko, na pomorzu pogoda była iście arktyczna, mrozy sięgały do minus pietnastu. Na szczęscię na miejscu czekała na nas tropikalna zima, czyli conajmniej dwadzieścia stopni powyżej zera. Lot trwał około szęściu godzin, a następnie jeszcze godzinę autokarem do naszego hotelu znajdującego się w miejscowości Puerto de la Cruz z przepięknym widokiem na całe północne wybrzeże wyspy Teneryfy. Bowiem marzeniem Oliwii było zwiedzenie tej jednej z najpiękniejszych wyspy z wysp kanaryjskich.

            Następnego dnia z rana przywitał nas śpiew ptaków I piękne czerwone słońce. Tutaj pogoda na pewno była udana. Nie traciliśmy czasu I po śniadaniu czym prędzej udaliśmy się na spotkanie z rezydentką aby posłuchać o walorach I zaletach tej lokalizacji. Przepiękna roślinność, czarne plaże, wulkany to wszytko czekało na nas.

            Po spotkaniu informacyjnym udaliśmy się od razu na spacer po miasteczku. Od razu dostrzegliśmy piękne widoki rozpościerające się z różnych tarasów I miejsc widokowych. Ogromne różnice wysokości na wyspie sprawiają wiele okazaji do podziwania jej wspaniałych uroków. Tego dnia zeszliśmy na sam dół aż do oceanu by odpocząć na przepięknej czarnej plaży. Czarnej gdyż pochodzący z niej piasek jest pochodzenia wulkanicznego. Z resztą cała wyspa istnieje dzięki erupcji ponad trzystu wulkanów, które znajdują się do dzisiaj na wyspie. Wiele z nich wciąż budzi strach, a wiele już dawno wygasło. Tego dnia złapaliśmy trochę słońca, zaklimatyzowaliśmy się I rozejrzeliśmy , co nieco po mieście.

            Kolejnego dnia postanowiliśmy zajść jeszcze dalej. I tak trafiliśmy do starego portu , który pamiętał jeszcze czasy wielkich odkrywców geograficznych. U którego bram walczono z piratami I korsarzami. Podziwialiśmy wspaniałe wulkaniczne skały wystające z dna morskiego aby na końcu przejść się po falochronie I podziwiać wspaniały widok na fontanne tuż przy brzegu oceanu. Następnie udaliśmy się na plaze aby pooglądać zmagania lokalnych surferów.

            Sobotnie popołudnie rozpoczęliśmy od chwili ruchu. Przy basenie hotelowym poczęliśmy grę w tenisa stołowego aby następnie pozażywać kąpieli słonecznych na leżakach tuż przy brzegu hotelowego basenu. Słońce było wysoko a, my czuliśmy się wspaniale oraz nabieraliśmy energii przed jutrzejszą wycieczką.

            Dzisiejszego dnia czekała na nas nie lada wyprawa. Najpierw udaliśmy się wąskimi serpentynami w górę wyspy. Po drodze mijaliśmy kolejne piętra roślinności, która coraz bardziej karlała. Aż do momentu, kiedy znajdowaliśmy się już na poziomie chmur, temperatura była bliska zeru, a krajobraz iście księżycowy, nie bez powodu kręcono tutaj pierwszą część gwiezdnych wojen. Dalej jeszcze kawałek, aż znaleźliśmy się u podnóży wulkanu el Teide, najwyższego szczytu   w całej Hiszpanii. Wyspy kanaryjskie są co prawda regionem autonomicznym jednak wciąż należą do korony hiszpanii. U stóp tego wielkiego monumentalnego wulkanu czekała na nas kolejka górska na poziom około 2700 metrów nad poziomem morza. Stamtąd już tylko dwieście metrów dzieliło nas od sczytu jednak bez odpowiedniego przygotowania górskiego wyprawa na sczyt mogłabyć niebezpieczna. Dlatego zostaliśmy na tym poziomie aby podziwiać przepiękne krajobrazy I rozpościerające się dokoła chmury. Tlenu na tej wysokości jest mało jak I mroźno I wietrznie stąd po godzinie zjechaliśmy z powrotem w dół. Na dole czekał na nas autokar aby zabrać nas w kolejne magiczne miejsce Teneryfy. Tym razem udaliśmy się z północy na południe aby w połowie drogi odwiedzić prawdziwą hiszpańską winnicę. Tutaj mieliśmy chwilą odpocząć I zjeść obiad w rodzinnej atmosferze u gospodarza Manolo. Dowiedzieliśmy się jak uprawia się ziemię, co jedzą rdzenni mieszkańcy oraz z czego słynie wyspa. Po posileniu się, kolejnym przystankiem na mapie było miasteczko Garachico, które zostało w 1949 zalane lawą z powodu erupcji jednego z wulkanów. Dalej podziwialiśmy jedno z najwyższych okazów roślonnych, pięćdziesięcio metrową dracenę. Aby wysokości nie było  zbyt wiele zjechaliśmy na południowe wybrzeże aby podziwiać wyburzające się na wiele dziesiątek metrów ku górze klifowe wybrzeże nazwana Los Gigantes co dosłownie oznacza giganty. Następnie wróciliśmy późnym wieczorem do  naszego hotelu. Tego dnia objechaliśmy całą wyspę do okoła jak I poznaliśmy jej kulturę, smaki I obyczaje.

            Następnego dnia odpoczywaliśmy po wczorajszej wycieczce. Opalaliśmy się, a Oliwia wraz z Tatą poszli poleżeć na plażę I podziwiać ocean uderzający o wulkaniczne skały. To był dzień odpoczynku gdyż nazajutrz czekała na nas kolejna niespodzianka.

            Z samego rana, po śniadaniu udaliśmy się na przystanek kolejki do Loro Parque, najpiękniejszego ogrodu zoologiczno-botanicznego w Europie I drugiego na świecie. Ten dzień miał obfitować w kolory I śpiewy egzotycznych  ptaków I nie zawiedliśmy się. Na początku czekało na nas show gadających papug, które jezdziły na mini rowerkach I przelatywały nam co rusz na głową. Po chwili prędko przeszliśmy na występ foczej rodziny, która z wdziękiem baletnicy poruszała się po scenie oraz podrzucała piłki rzucane przez ich trenerów. Następnie biegiem przeszliśmy na scenę przy basenach z delfinami, gdzie oglądaliśmy te wspaniałe I cudowne ssaki. Na koniec udaliśmy się na występ prawdziwych olbrzymów, czyli orek. Po wszystkich występach poczęliśmy zwiedzanie tego ogromnego parku. Przepiękne akwaria, meduzy, oraz tunel podwodny w którym nad głową przepływały rekiny to był tylko początek. Przepiękne ogrody wypełnione egzotycznymi kwiatami. Wielka woaliera do której można było wejśći I podziwiać ptaki na wysokości koron drzew. Małpy, pandy I tygrysy to tylko część tego co zarejestrowały nasze oczy. Po całym dniu byliśmy zdumieni jak wielka I  piękna jest nasza matka natura. Jak wiele kolorów może stworzyć I śpiewów zrodzić w gardłach ptaków I innych zwierząt. Niestety wieczorem musieliśmy wrócić do naszego hotelu chociaż wspomnienia z tamtego miejsca pozostaną nam w głowach na zawsze.

            W następnych dniach wypoczywaliśmy na słońcu. Korzystaliśmy się wysokiej temperatury oraz z basenów hotelowych I odpoczywaliśmy. Wszyscy poznaliśmy się toteż smiało mogę powiedzieć, że Oliwia to wspaniała dziewczyna. Wraz z Tatą tworzyli zgrany duet , a ja dzielnie towarzyszyłem im I dzieliłem się zachwytem z otaczającego piękna, przyrody I  widoków. Przez ten cały tydzień wspaniale się wszyscy razem bawiliśmy. Naładowani tą pozytywną energią z pewnością resztę roku spędzimy z uśmiechem na ustach. Ale nasze uśmiechy jakby mniej ważne bo głównie liczył się usmiech Oliwii. Ten  jednak nie schodził aż do rozstania na lotnisku w Gdańsku stąd mniemam , iż wycieczka była bardzo udana. Jak już wspomniałem Oliwia I jej Tata to bardzo kochająca sie rodzina I bardzo cieszę się, że udało nam spełnić się marzenie dziewczynki tak szybko. Oby więcej było tak wspaniałych wyjazdów aby nasi poopieczni mogli sie ładować energią  na cały rok I uśmiechać, czy w chorobie, czy w szczęsciu cały czas. Dziękuję  za spędzony z Oliwią I jej tatą tydzień I mam nadzieje, że Oliwia nigdy nie przestanie marzyć.