Święty Mikołaj… Najbardziej magiczna postać każdego dzieciństwa. Zjawia się zawsze skądś i gdzieś znika. Kojarzony z jakąś mityczną krainą- daleką, mroźną, tajemniczą. Tak bywało dawniej. Współczesne dziecko wie, że Święty Mikołaj mieszka w Rovaniemi w Finlandii, tam znajduje się jego Santa Claus Office, tam odbywają się osobiste audiencje , podczas których można się z nim osobiście przywitać, porozmawiać po angielsku, zrobić z nim zdjęcie.

Właśnie 3 grudnia miał się o tym przekonać nasz Marzyciel Mateusz, podopieczny Fundacji Mam Marzenie, który dostąpił tego zaszczytu . Mateusz ma dopiero 5 lat, więc jego spotkanie ze św. Mikołajem przebiegało bardzo na serio. Do Rovaniemi polecieliśmy z Poznania samolotem , bo renifery jeszcze nie „kursują”. Już prawie trzygodzinny lot był dla Mateusza nie lada przygodą, ale też z jago punktu widzenia czymś zupełnie zwyczajnym. To przecież oczywiste, że do św. Mikołaja leci się samolotem. Dzielnie wspierał swoją Mamę, trzymając ją za rękę- ten mały mężczyzna podczas tak ważnej wyprawy. Tam na miejscu śnieżne zaspy, mróz i dzień, który trwa 3 godziny- też całkiem zwyczajne. Tak po prostu jest w krainie św. Mikołaja. W samej Wiosce nastrój iście magiczny- świąteczne dekoracje, migoczące lampki, domki jak te z piernika, gdzieniegdzie palące się ogniska, przy których można było wypić ciepłą herbatę z żurawiną i zjeść korzenne ciasteczko.

Pierwszą atrakcją, jaką nam zaproponowano, była przejażdżka saniami zaprzężonymi w renifery udekorowane w bajeczne uprzęże. Okryci prawdziwymi skórami pomknęliśmy leśnym zaśnieżonym duktem. Potem nastąpiły lapońskie opowieści przy ognisku-też było ciekawie i tajemniczo.

Głównym punktem programu jednak miało być spotkanie z samym Świętym Mikołajem w jego najbardziej archetypowym wydaniu- odzianym w czerwony długi płaszcz, czerwoną czapkę ( taką „mikołajową” oczywiście), z dłuuugą brodą, wielkimi podkręconymi wąsiskami i w okularach. Aż ciarki przeszły po plecach. To właśnie ON – Mikołaj, „Gwiazdor” ! Trzeba przyznać, że Mateusz spisał się bardzo dzielnie, jak na pięciolatka. Widać, że z postacią św. Mikołaja ma raczej dobre doświadczenia i pozytywne skojarzenia. Chyba już na zawsze w jego oczach pozostanie ten właśnie obraz św. Mikołaja. Na koniec pobytu została naprawdę świetna atrakcja- jazda psim zaprzęgiem. Sanie zaprzężone w osiem haskie bardzo szybko ruszyły w zaśnieżoną dal, już o zmroku, bo przecież dzień tam krótki. Trochę było strachu, czy nie rozbijemy się o jakieś przydrożne drzewo, ale osoba, która powoziła mocno trzymała ster(lejce?) w rękach. Na zawsze pozostanie tajemnicą, co za zwierzę przemknęło nam tuż przed saniami. Było przecież ciemno, świeciły tylko jakieś dalekie światełka, a serca i gardła ściśnięte z emocji. Zupełnie na koniec pozostał nam przyjemny obowiązek- zakup pamiątkowej maskotki. Po długich wahaniach i przeglądzie bogatego asortymentu miejscowych sklepików wybór padł na dość dużego i bardzo sympatycznego psa haskie, z którym Mateusz już do końca wyjazdu nie rozstawał się. Jeszcze tylko powrót do domu liniami Enterair, bo renifery czuły się zmęczone po całym dniu pracy. Drzemka w samolocie z haskie w objęciach i powrót do swojej bajki , do domu. Co pozostanie w dziecięcej główce i sercu? Miejmy nadzieję, że najpiękniejsze i najbardziej magiczne wspomnienia. To było jak dotknięcie czegoś nieomalże świętego i bardzo pięknego. Ten dzień był dla Mateusza bardzo długi, jedyny i niepowtarzalny dzień jak najpiękniejsze marzenie.

Dziękujemy Sponsorowi , Firmie ISOVER,za najbardziej magiczny i najpiękniejszy dzień podarowany Mateuszowi.