17tego czerwca przyjechaliśmy pociągiem do Warszawy. Naszym celem był koncert zespołu Coldplay. Nie mogliśmy doczekać się tego wydarzenia, a wszystko zaczęło się tak.

W sobotę wsiedliśmy wczesnym rankiem do pociągu i kilka godzin później znaleźliśmy się już w stolicy naszego kraju, Warszawie. Tam udaliśmy się do hotelu, rozlokowaliśmy się, odpoczęliśmy chwilę łapiąc oddech przed pójściem na miasto. Godzinkę później byliśmy już w drodze w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na przepyszną kolację. Znaleźliśmy spokojną, miłą  restaurację, najedliśmy się i kiedy zrobiło się ciemno – poszliśmy podziwiać Warszawę nocą. Mijaliśmy kilka punktów charakterystycznych dla tego miasta, aż przyszła pora na Pałac Kultury i Nauki. Ku naszemu zdziwieniu mienił się w kolorach tęczy. Barwy, na które został podświetlony PKiN to barwy, które używa nasz bohater Marzenia w czasie swojej trasy koncertowej. Zrobiliśmy kilka zdjęć pamiątkowych na tle PKiN i poszliśmy dalej w poszukiwaniu skarbów Warszawy. Późną nocą wróciliśmy do hotelu i poszliśmy spać. Nazajutrz, aby nie marnować czasu udaliśmy się na dalsze zwiedzanie. Zgodnie z wolą marzycielki zawędrowaliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego i tam poznaliśmy trochę historii naszego kraju. Szybko potem poszliśmy coś zjeść i pobiegliśmy stanąć w kolejce przed Stadion Narodowy, gdzie miał odbyć się koncert ulubionego zespołu Karoliny – Coldplay. Tego pamiętnego 18tego czerwca obie zapamiętamy na do końca życia. Sam koncert był nie lada przeżyciem dla naszej Marzycielki. Uśmiechnięta od ucha do ucha, z zadowoleniem, ekscytacją i niedowierzaniem patrzyła na scenę, gdzie chwilę później pojawił się cały skład zespołu. Choć teoretycznie wiedziałam, że to ukochany jej zespołu, a treści piosenek niosą za sobą wiele wspomnień i tych dobrych i tych złych – to byłam zaskoczona, że Karolina znała słowa do wszystkich utworów zespołu Coldplay. Znanych lub mniej. Kiedy okazja tego wymagała, nasza Marzycielka skakała z radości, a ja wraz z nią. Bo co dla wolontariusza FMM jest lepszego niż uśmiech podopiecznych? Te emocje udzielały się również i mnie i choć nie jestem wielką fanką zespołu – okazało się że i ja część piosenek znam. Karolina krzyczała i piszczała z zachwytu, a miejscami, kiedy pojawiały się w jej głowie te melancholijne wspomnienia – łezka zakręciła się w jej oku. Mimo że skakaliśmy, śmialiśmy się, cieszyliśmy – przyszła pora na koniec koncertu. Niestety, choć szkoda nam było iść do hotelu – wróciliśmy i udaliśmy się spać (a czy ktoś usnął po tej dawce pozytywnej energii to już drugie pytanie). Następnego dnia zanim udaliśmy się w podróż powrotną pożegnaliśmy się z Warszawą spacerem po Parku Łazienkowskim. Przez godzinkę podziwialiśmy naturę w centrum Polski, aż po pewnym czasie udaliśmy się na Dworzec Centralny i spokojnie wróciliśmy do Szczecina.

Chciałabym w tym miejscu z całego serca podziękować wszystkim dzięki którym mogliśmy spełnić marzenie mojej podopiecznej – Karoliny. Bez Was – nie byłoby nic. Nasi podopieczni nie mieliby możliwości zapomnieć o swojej chorobie – choć na chwilę. Mimo że dla Was może wydawać się to tak niewiele – dla naszych Marzycieli – to dodatkowa nadzieja, radość, odpoczynek od świata codziennego. Dziękuję!

Przede wszystkim chciałabym podziękować mojej podopiecznej – Karolinie. Karola, miej Marzenia, spełniaj je, zobacz jakie pozytywne emocje przyniosło Ci te kilka godzin w czasie koncertu. Mam nadzieję, że udało nam się spełnić Twoje marzenie w 100%. Wierzę, że wspominania zostaną Ci na zawsze w pamięci. Pamiętaj, aby walczyć i aby mieć siłę i wiarę – warto mieć Marzenia!