W sobotę 28 lipca w czasie spełniania marzenia Zuzi towarzyszył nam nieziemski upał. Żadnej z nas jednak skwar nie przeszkodził w realizacji zadania. A do zrobienia było całkiem sporo.

Zuzia marzyła o różowym laptopie z łapką pieska, a my wymarzyłyśmy sobie nie takie zwykłe wręczenie, ale owiane nutką tajemnicy wydarzenie. Coś, czego w ogóle się nie spodziewała i co na długo zachowa w pamięci. Coś, do czego będzie mogła wracać myślami czy w opowieściach w trakcie wielokrotnych pobytów w szpitalu.

Tego dnia rodzice Zuzi zabrali ją na wycieczkę, co już samo w sobie było radosnym wydarzeniem. Celem wycieczki był Park Dinozaurów w Nowinach Wielkich, który dziewczynka miała zobaczyć po raz pierwszy w życiu. W bardzo pozytywnym nastroju przekroczyła bramy parku i z niedowierzaniem rozglądała się dokoła. Pomalutku wkraczaliśmy w ten zadziwiający świat, a córka jednej z wolontariuszek pomagała odkrywać jego tajniki. Zuzia nie mogła wyjść z zachwytu i podziwu.

- „Ale wielkie te dinozaury!”

- „Karolina zobacz jakie te mają długie szyje! Wyglądają jakby głowy miały na linach.”

Roześmiane oczka co chwilę wyłapywały coś nowego, coś jeszcze bardziej nierzeczywistego. Obie dziewczynki podążały ścieżką edukacyjną i naraz... dał się słyszeć odgłos ryczącego dinozaura, a Zuzia zamarła. Uczucie niepewności pojawiło się na twarzy i przytulona do Taty zapytała:
- „ A czy któryś z nich tutaj chodzi?”.

Otrzymawszy od Karoliny wyjaśnienie, że to są tylko eksponaty niby się uspokoiła, niby uwierzyła, ale dla pewności przeszukiwała wzrokiem otaczający nas teren i trzymała się bliżej Taty.

- „Zuzanko, a może chciałabyś zdjęcie z którymś z dinozaurów? Zobacz jaki wielki diplodok przed nami.”

Pytanie wyrwało ją z przyglądania się dimetronodowi. Niepewnie podeszła do barierki, uniosła nieco rondo wielkiego, chroniącego ją przed słońcem kapelusza i spojrzała na kilkunastometrowy okaz, trochę z podziwem, troszkę jakby wątpiąc w swoje bezpieczeństwo.

- „A jak on mnie nadepnie?”

Towarzysze spaceru roześmiali się gromko, a Karolina, dodając Zuzi odwagi, poprowadziła ją w pobliże zwierza pokazując, że „nie taki dinozaur straszny, jak go widzimy”. W trakcie kolejnych odkryć Zuzanka już coraz odważniej pozowała do zdjęć z jeszcze straszniejszymi okazami, nawet ochoczo wkładając rączki do ogromnych paszcz. Ależ wiele emocji towarzyszyło tej przygodzie! Bohaterstwo jednak prysło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w pobliżu gigantycznej tarantuli. Ten olbrzymi pająk nawet u dorosłych wywołał dreszczyk emocji.

Wkraczając w świat epoki lodowcowej Zuzka odzyskała poprzedni rezon i nie straszne już Jej były ani mamuty, ani tygrysy szablozębne czy ogromny niedźwiedź. Z ludzkimi postaciami z tego okresu zaprzyjaźniła się bardzo szybko i na odchodnym żegnała się już „ze swoimi ziomkami” śmiejąc i machając im wesoło na pożegnanie.

Spacer spacerem, ale co z tym spełnieniem? Przecież dziewczynka marzyła o czymś innym niż wizyta w parku dinozaurów.

- „Zuzia, tam jest piaskownica i można w niej wykopać kości dinozaurów. Pójdziesz mi pomóc?” – zapytała Karolina wskazując na duży plac przed nami.

Zuzi znów zaświeciły się oczka. Podążając za Karoliną z łopatką w ręku rozpoczęła kopanie w miejscu przez nią wskazanym.

- „Chyba coś tu jest!” – wykrzyknęła Zuzia, patrząc na odkopany skrawek czegoś twardego strukturą przypominającego deskę.

- „O zobacz. Tu jest chyba jakiś napis. Z….U….Z….I….A” – powiedziała Karolina odsłaniając spod piasku kolejne litery – „to jest Twoje imię. ZUZIA!”

- „Naprawdę?!!!! – wykrzyknęła – Pokaż!!!”

Drżącymi rączkami z pomocą Mamy zaczęło się rozpakowywanie znalezionego na wykopaliskach prezentu.

- „Zuziu, co to może być? To chyba jakiś kolorowy album o dinozaurach?”

Zuzia jednak nie bardzo już chciała odpowiadać na pytania. Wiedziona ciekawością i coraz większą chęcią dowiedzenia się, co też wykopała z piasku odrywała kolejne warstwy papieru, aż dotarła do właściwego kartonu

- „To chyba komputer!” – wykrzyknęła.

Za chwilę światło dzienne ujrzał caluśki, różowiuśki laptop z wielką łapką pieska na przodzie. Radość i ogromne wzruszenie nie pozwalały Zuzi wykrztusić ani słowa. Ta rozgadana, pogodna dziewczynka nagle zamilkła jakby nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Jej oczy wyrażały ogromną wdzięczność, radość, ekscytację i po prostu szczęście. A my miałyśmy dla Zuzanki jeszcze pudło pełne pluszaków, kredek, malowanek czyli tego wszystkiego, co dziewczynki lubią najbardziej. Radości nie było końca.

Dla takich chwil naprawdę warto żyć.

Marzenie, różowy laptop z łapką pieska mogłyśmy spełnić dzięki ofiarności Pana Michała Wieczorowskiego oraz firmy ITA, na ręce których składamy serdeczne podziękowania. Dziękujemy również Parkowi Dinozaurów w Nowinach Wielkich za umożliwienie zorganizowania niezwykłej oprawy dla realizacji marzenia. Nie co dzień i nie wszędzie można sobie wykopać laptopa!