Nadszedł ten dzień. Dzień wyjazdu do Paryża. O godzinie 15.30 pod mój dom podjechał biały samochód, który zawiózł mnie wraz z mamą na lotnisko w Berlinie. Na lotnisku w Berlinie poznałem pana Tomka, którego od razu bardzo polubiłem. Czekał na nas na parkingu. Ruszyliśmy w stronę odpraw, by udać się do samolotu. Lot był przyjemny, spokojny start, potem lekkie turbulencje. W trakcie lotu pan Tomek zabawiał mnie rozmową, jego styl mówienia był bardzo śmieszny. Po wylądowaniu na pięknym lotnisku w Paryżu, który zrobił na mnie wielkie wrażenie - liczne oświetlenia, flagi Francji - to sprawiało, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, udaliśmy się po odbiór bagażu, a pózniej w stronę parkingu gdzie czekał na nas Pan Łukasz wraz z kolegą, który zawiózł nas do hotelu. Po wyjeździe z parkingu lotniska usłyszałem liczne trąbienia samochodów, na początku tym się nie przejmowałem, ale w końcu zapytałem, co się dzieje, na to Pan Łukasz odpowiedział mi, że w Francji to normalne. Rozbawiło mnie to. Po dojechaniu na miejsce do hotelu D`win pożegnaliśmy Pana Łukasza. Po zarejestrowaniu się w hotelu i odebraniu kart do pokoi pożegnałem się z Panem Tomkiem i wraz z mamą wszedłem do pokoju. W pokoju trochę posiedziałem na telefonie i poszedłem spać, bo wiedziałem. że następny dzień nie będzie lekki.

Następnego dnia zadzwonił budzik i obudził mnie o godzinie 7.30. Umyłem się, wyszczotkowałem zęby i z mamą zszedłem na śniadanie. Francuskie śniadania, czyli chrupiąca bagietka z masłem i Croissant był bardzo dobre. O godzinie 9.00 wyszliśmy z hotelu i czekaliśmy na Panią Danusię, która miała oprowadzać nas po Paryżu. Zaczęliśmy zwiedzać Paryż, na początku zwiedziliśmy Muzeum Figur Woskowych Grevin. Następnie udaliśmy się pod wieżę Ejffla, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Następnie płynęliśmy Sekwaną. Podczas rejsu zauważyłem wiele zabytków. Po rejsie mój bibi mówił, że chce jeść, więc zaproponowałem towarzystwu pójście do jakiejś restauracji. W restauracji zamówiłem sobie wielkiego hamburgera. Po uczcie pojechaliśmy na Łuk Triumfalny, weszliśmy na górę Łuku i zauważyliśmy autobus Liverpool`u udający się na stadion. Kolejno udaliśmy się do kafejki blisko stadionu, gdzie zauważyłem z Panem Tomkiem kolejny autobus, lecz tym razem PSG. Gdy go zobaczyłem, od razu ciągneło mnie na mecz. Ruszyliśmy w stronę stadionu Parc des Princes. Po przejśćiu przez bramki oraz wejściu po schodach ukazał mi się widok jaki dotychczas mógł mi się tylko marzyć. Był to stadion PSG, usiedliśmy na swoich miejscach i czekalismy na mecz. Na stadionie było coraz więcej ludzi i robiło się coraz bardziej hałaśliwie i tłoczno. Na murawę wyszli pierwsi gracze Liverpoolu (na rozgrzewkę) i zostali wygwizdani przez kibiców PSG. Cała nasza trójka czyli ja, mama, Tomek siedzieliśmy w strefie kibica. Po wyjściu na murawę obu zespołów i zaśpiewaniu hymnu Champions League usłyszałem pierwszy gwizdek sędziego. Na trybunach stałem na krzesełku i dopingowałem, śpiewałem, klaskałem mojemu klubowi. Gdy PSG strzełiło pierwszą bramkę wybuchłem krzykiem i zacząłem bardziej dopingować. Sędzia gwizdnął, był to gwizdek na 15 minutową przerwę. Była to dla mnie chwila oddechu i odpoczynku. Zaczęła się druga połowa piłkarze PSG zdobyli następną bramkę i bardzo się cieszyłem, po czym dostałem od jednego z kibiców konfetti, które wyrzuciłem w górę. Niestety Liverpool strzelił jednego gola z rzutu karnego. Ostatni gwizdek sędziego, zakończył się mecz. Wszyscy gracze PSG przeskoczyli przez barierkę i podeszli do trybun gdzie dziękowali nam. Wszyscy tańczyli oraz machali flagami. Było to dla mnie niesamowite przeżycie, że widzę tyle sławnych piłkarzy w jednym miejscu i tak blisko. Wyszliśmy ze stadionu, Pani Danusia już na nas czekała w samochodzie, zawiozła nas do hotelu. Byłem tak zmęczony, że tylko wziąłem przysznic i poszedłem spać.

Następnego dnia budzik zadzwonił o godzinie 8.30 wstałem, ubrałem się, zszedłem na śniadanie i czekał juz na dole Pan Tomek. Wręczył mi dyplom oraz zrobiliśmy wspólne zdjęcie. Spakowaliśmy się i tym razem na parkingu czekała na nas Pani Agnieszka. Zawiozła nas do sklepu klubu Paris Saint-Germain. Kupiłem sobie bluzę, a Pan Tomek kupił sobie koszulkę. Po wyjściu ze sklepu wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Na lotnisku odprawiliśmy się, pożegnaliśmy sie z Panem Tomkiem, i wsiedliśmy do dwóch róznych samolotów, ponieważ Pan Tomek leciał samolotem do Berlina, a ja z mamą do Warszawy. Było to dla mnie niesamowite przeżycie i nigdy tego nie zapomnę.

 

Dziękujemy Ci, Piotrze za Twoją wspaniałą relację z wyjazdu do Paryża i cieszymy się, że mogliśmy spełnić Twoje marzenie o wielkim piłkarskim widowisku! 

Dziękujemy także Pani Danusi, Pani Agacie, Pani Agnieszce i Panu Łukaszowi za wielkie serca i nieocenioną pomoc na miejscu.