Cóż to był za mecz! Cóż to był za wyjazd! Cóż to była za realizacja marzenia! A przede wszystkim jakiego cudownego, młodego człowieka poznałam podczas tych 3 dni, przepełnionych spełniającymi się marzeniami. Czy chcieliby Państwo poznać więcej szczegółów z wyjazdu na mecz Tottenhamu w Lidze Mistrzów, który był marzeniem Kuby? Zapraszam do lektury relacji z tego wydarzenia.

We wtorkowy poranek, w umówionym punkcie na lotnisku Chopina zobaczyłam delikatnie uśmiechniętego nastolatka wraz z jego tatą. Gdy spytałam Kubę, czy jest gotowy na przygodę życia, potwierdził z błyskiem w oku. Rozpoczęliśmy zatem naszą drogę do marzeń. Podróż upłynęła nam szybko, a podczas lotu mieliśmy czas, żeby lepiej się poznać. Rozmowy dotyczyły, jakżeby inaczej, piłki nożnej, której nasz Marzyciel jest wielkim fanem. Gdy dotarliśmy do hotelu, były godziny przedpołudniowe, więc w oczekiwaniu na możliwość zameldowania się zostawiliśmy bagaże w recepcji i poszliśmy na spacer po okolicy. Do stadionu Wembley mieliśmy kilka minut piechotą, więc od razu obraliśmy ten kierunek. Stamtąd ruszyliśmy metrem na podbój Londynu.

Przeszliśmy wzdłuż Tamizy w okolice London Eye, obejrzeliśmy (niestety remontowanego) Big Bena, zrobiliśmy spacer po Trafalgar Square, podczas którego bawiliśmy się świetnie, robiąc zdjęcia w budkach telefonicznych oraz przy znanych na całym świecie czerwonych, piętrowych autobusach. Z twarzy Jakuba nie schodził uśmiech. Po kilkugodzinnym spacerze wróciliśmy do hotelu, aby się zameldować. Odpoczęliśmy chwilę i wróciliśmy do centrum Londynu na chyba najlepszą w mieście pizzę w Buongiorno e Buonasera przy Baker Street. Zmęczeni i zadowoleni wróciliśmy do hotelu zregenerować siły.

Aktywność kolejnego dnia rozpoczęliśmy w Muzeum Madame Tussauds. Radości i śmiechom nie było końca. Udało nam się nawet wypić herbatkę 5 o’clock z Królową Elżbietą, a po niej pozostało już tylko przygotować się do wielkiego wieczoru. Im bliżej było do „godziny zero”, tym bardziej Kuba był podekscytowany. Gdy udaliśmy się w kierunku stadionu, na tak bardzo oczekiwany mecz, radość była wprost wymalowana na twarzy Marzyciela. W ciągu dnia Jakub zaopatrzył się w oficjalnym sklepie Tottenhamu w koszulkę klubową, ja jako pamiątkę kupiłam mu szalik meczowy, i w takim stroju największy fan Spurs wśród Marzycieli ruszył na mecz. Mimo tłumu (Wembley jest drugim co do wielkości stadionem w Europie i może pomieścić 90 tysięcy osób), wejście na stadion odbywało się sprawnie i po paru minutach doszliśmy do swojego sektora. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, a panująca wokół atmosfera sprawiła, że i nasza ekscytacja sięgała zenitu.

W końcu usłyszeliśmy pierwszy gwizdek, a doping kibiców Borussii Dortmund zaczął mieszać się z dopingiem kibiców Tottenhamu. Ponad 71 tysięcy kibiców zgromadzonych tego dnia na trybunach wykrzykiwało nazwę swojego faworyta. Kuba był w swoim żywiole – kibicował wraz z fanami Spurs. Na zmianę podziwiałam mecz i emocje na twarzy Marzyciela, a w sercu czułam szczęście.

W trakcie przerwy opuściliśmy trybuny, aby coś przekąsić i – uwaga, uwaga – spóźniliśmy się na pierwszą bramkę dla Hotspur! Ale co się odwlecze to nie uciecze i dwie kolejne bramki dla ulubionego klubu Jakuba mogliśmy podziwiać na żywo.

Stadion opuszczaliśmy bardzo szczęśliwi – Kuba, bo spełniło się jego największe marzenie i zobaczył na żywo mecz Tottenhamu w ramach Ligii Mistrzów (i to jeszcze z jak idealnym wynikiem przed rewanżem – 3:0 dla Spurs!), ja, bo uśmiech z jego twarzy nie schodził ani przez chwilę. W hotelu, na zakończenie tego pięknego dnia, wręczyłam nastolatkowi dyplom spełnionego marzenia. Na ostatni dzień i zakończenie naszego pobytu w Londynie zaplanowaliśmy zwiedzanie stadionu Wembley. W jego stronę stadionu ruszyliśmy czerwonym piętrusem, bo jakżeby inaczej, być w Londynie i nie przejechać chociaż 2 przystanków słynnym autobusem? Podczas zwiedzania stadionu z fantastycznym przewodnikiem odwiedziliśmy szatnie piłkarzy, zeszliśmy na murawę, obejrzeliśmy liczne trofea i zdjęcia, a nawet usiedliśmy na miejscu królowej na trybunach. Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Po wizycie na stadionie i obiedzie musieliśmy ruszać w stronę lotniska, w stronę domu.

Jesteście ciekawi, jak oczami Marzyciela wyglądał wyjazd? Jakie emocje mu towarzyszyły? Oto kilka słów od samego bohatera niniejszej opowieści o tej magicznej podróży do Londynu:

Ten wyjazd to dla mnie spełnienie marzeń! Zobaczyć zwycięski mecz Tottenhamu w Lidze Mistrzów, to o tym śniłem od bardzo dawna. Nadal nie mogę uwierzyć, że moje marzenie udało się zrealizować! Te emocje przy wchodzeniu na stadion, atmosfera na nim… Byłem wtedy w swoim świecie, nie chciałem wychodzić z Wembley. Mój zachwyt i ciekawość potęgował dodatkowo fakt, że był to mój pierwszy wyjazd do Londynu. Możliwość zobaczenia choć części tego ogromnego miasta wprawiała mnie w zachwyt. Wyjazd wywarł na mnie ogromne wrażenie i jestem pewien, że nigdy go nie zapomnę. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do realizacji mojego marzenia – w szczególności Audi Polska.

Ja w imieniu Fundacji Mam Marzenie i swoim własnym serdecznie dziękuję firmie Audi Polska za pomoc w realizacji tego pięknego marzenia. Dzięki Państwu oczy Kuby rozświetlała radość w każdej minucie tego wyjazdu. Dziękujemy UEFA za okazane serce i zdobycie biletów na cieszący się popularnością mecz Tottenham Hotspur – Borussia Dortmund. Podziękowania kieruję również do polskich taksówek w Londynie – White Eagle Cars – za szybkie i bezpieczne dostarczenie nas z lotniska do hotelu oraz z powrotem.

Dziękuję także Tobie mój Marzycielu za to, że mogłam Cię poznać – jesteś fantastycznym, dzielnym młodym człowiekiem! Dziękuję, że mogłam pomóc Ci spełnić Twoje największe marzenie!

Drogi Kubo – nigdy nie przestawaj marzyć!