Każdy z nas w soboty, stara się robić to co kocha i spotykać tych, których spotkać bardzo pragnie. Właśnie dlatego my – ekipa uśmiechniętych wolontariuszy, wybraliśmy właśnie sobotnie popołudnie na spotkanie z Piotrusiem, naszym nowym marzycielem, którego miałam już ogromne szczęście znać i cieszyć się jego piękną, dziecięcą, bezinteresowną przyjaźnią. Uśmiechnięty i jak zawsze bardzo energiczny Piotruś wybiegł do nas na schody razem ze swoim bratem bliźniakiem - Pawłem. Wszystkim zaświeciły się świeczki wzruszenia w oczach, gdy wyściskał nas z całej swojej siły. Gdy weszliśmy już do salonu, chłopiec zaczął uczyć się imion tych wolontariuszy, których dziś widział po raz pierwszy. - Kasia? A nie! Roksana! No tak! A Ty Ola? Uff. Zgadłem! A Ty to Norbert! Ciebie już pamiętam! Mówił, mając przy tym niesamowitą frajdę (Piotruś uwielbia poznawać nowych ludzi). Potem pokazaliśmy mu lodołamacz, który mieliśmy dla niego ze sobą w postaci 1500 puzzli. Najpierw nasz Marzyciel stwierdził, że potrzebuje dwóch lat żeby to wszystko ułożyć, a potem zaproponował, że może on ułoży je jak najszybciej i wtedy w ramach nagrody spełni się jego, wielkie pragnienie?? Zapytaliśmy więc co jest tym jego największym marzeniem, które będziemy starać się spełnić niezależnie od efektów układania tego obrazu, a on bez chwili wątpliwości odpowiedział: „Chcę pojechać do papieża Franciszka”. To pragnienie bardzo nas wzruszyło, wiedzieliśmy jednak, że będzie to marzenie takiego kalibru. Piotrek bowiem bardzo długo wahał się czy zgłosić się do programu naszej fundacji twierdząc, że ważniejsze są dla niego marzenia innych chorych dzieci, a jego jeśli Bóg pozwoli spełnią się. Innym razem mówił, że jego marzeniem jest by inne dzieci były zdrowe i dlatego nawet jeśli się zgłosi do nas to nie będziemy mogli pomóc w realizacji tego pragnienia. Podkreślał również, że on nie chce żadnych materialnych rzeczy, w zupełności wystarcza mu to co już ma, a nawet tym co ma dzieli się z innymi. Dzięki tłumaczeniu, że nie musi czegoś chcieć, ale mamy też inne kategorie marzeń, jak: spotkać kogoś, zobaczyć coś lub być kimś, w końcu zdecydował, że zaufa nam i wyzna to co w jego serduszku tak głęboko tkwi. A w tym mocno religijnym i kochającym Boga sercu tkwiła właśnie chęć spotkania się z Głową Kościoła w Jego miejscu zamieszkania. W Watykanie. Gdy już usłyszeliśmy, że to właśnie takie marzenie i chwilę ochłonęliśmy, poczęliśmy dopytywać jak on sobie wyobraża tą wizytę. Okazało się, że fantazja chłopca jest niesamowicie piękna… - „No ogólnie to chciałbym go spotkać. Mam nadzieję, że uda się mieć z nim audiencję i zostać na Mszy Świętej, którą odprawi Papież Franciszek. Bardzo chciałbym mu zaśpiewać "Pieśń o Mistrzu Wincentym" oraz "Barkę". Już uczę się jej w języku hiszpańskim”. Właśnie! Nie poruszyłam jeszcze bardzo ważnej kwestii… Piotruś nie tylko jest bardzo religijny i empatyczny, ale również ogromnie utalentowany. Jego śpiew kruszy serca i sprawia, że łzy same płyną po policzkach… dał nam tego dnia odczuć to na własnej skórze, śpiewając kolędy podczas gdy jego brat wygrywał melodie na saksofonie! Chłopak na koniec, nieśmiało powiedział nam również, jak ważne dla niego byłoby mieć w podróży i podczas wizyty we Włoszech, duchowego przewodnika. Najlepiej gdyby to był jego ulubiony ksiądz – Marcin, którego poznał podczas leczenia i który jest jego ostoją w walce o fizyczne zdrowie, ale z pewnością pomógłby w tym świętym miejscu umocnić się duchowo. Podczas tej półtoragodzinnej wizyty doświadczyliśmy czegoś niesamowitego… to była chyba najpiękniejsza część mojego weekendu… pełna dobra i radości…  jestem pewna, że reszta wolontariuszy podpisze się pod tymi moimi odczuciami…  w jednej chwili wszystkie nasze smutki poszły w dal, a w naszych głowach i sercach pojawiło się tylko jedno pragnienie: aby jak najszybciej udało się spełnić marzenie tego niezwykłego chłopca!!!