Historia, to słowo klucz, gdy przeglądamy karty książki, jaką napisało życie dla Kamila Lisickiego z Bytomia. Trudno się czyta taką literaturę faktu, z każdą stroną dech przygniata klatkę piersiową, w której rozegrała się prawdziwa walka o życie. Kamil urodził się z wadą serca, już w trzeciej dobie życia odbyła się jego pierwsza kardiochirurgiczna operacja, kolejna jak Kamil miał 1,5 miesiąca i w drugim roku życia następna. Na przestrzeni lat Kamil jako pacjent Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach był stałym bywalcem. Jednak były to rutynowe kontrole, cewnikowania serca, po których zawsze Kamil w dobrej formie wracał do swojego ukochanego psa Kajtka i kochającej rodziny.

W rozdziale 23 listopada główny bohater stoi na progu dorosłego życia. W związku ze zbliżającym się okresem pełnoletniości, lekarze zadecydowali o przeprowadzeniu ostatniego cewnikowania serca. Kamila wypełnia wyjątkowa obawa, wewnętrzny głos strachu, że coś może pójść nie tak. Wiadomo, że każda ingerencja medyczna stanowi jakieś ryzyko, jednak fachowy zespół medyczny od niespełna 18 lat dał wiele dowodów profesjonalizmu i otaczał poczuciem zaufania i bezpieczeństwa.

Ten dzień zapamiętali wszyscy, od teraz wszystko się zmieni, oto rodzice otrzymują informację, jakiej żaden człowiek posiadający dziecko nie chce słyszeć. Rozpętał się wiatr, zbierający burzę, jakiej nikt się nie spodziewał. Wiatr zmian łamał po kolei konary zdrowia, marzeń i planów. Wyrywał z korzeniami nadzieję, wpuszczając w serce strach jaki paraliżuje i nie pozwala oddychać. Ciskające błyskawice uderzały na oślep, nigdzie nie było miejsca, gdzie można było się schować przed nieuchronnym, przed tragedią, jaka zawisła w powietrzu. Na skutek wstrząsu kardiologicznego nastąpiła niewydolność wielonarządowa. Ze względów życiowych w 3 dobie po cewnikowaniu, zdecydowano się otworzyć klatkę piersiową, po raz kolejny w życiu Kamila. Rozdzierające serce słowa stan krytyczny, małe szanse na przeżycie dokonują kolejnego wstrząsu, wstrząsu w życiu rodziny Państwa Lisickich.

Za Kamila pracuje sztuczne serce, nie oddycha samodzielnie, lekarze dokonują cudu, udaje się tlącą iskrę nadziei utrzymać w drżących rękach, stojąc ciągle nad przepaścią niepewności, czy uda się życie uratować, a jeśli tak to jakie będą skutki tej heroicznej walki. Kamil odzyskuje świadomość, jest na OIOM’ie, niestety dochodzi do martwicy w nogach. Nie ma odwrotu, nie ma wyjścia. Amputacja poniżej kolan konieczna. Nie jest dobrze. Mijają tygodnie. Kamil jest jedynym przytomnym, rozumiejącym i potrafiącym się komunikować pacjentem w historii OIOM’u w Katowicach, walcząc o własne życie staje się obserwatorem najgorszych scen jakie rozgrywają się w takim miejscu. Ciężar ciszy przerywa sprzęt medyczny i nerwowy szelest lekarskich fartuchów.

Oto w takiej rzeczywistości Kamila odwiedzają wolontariusze Fundacji Mam Marzenie. Kamil ma jedno marzenie – żyć. Ale ma też inne równie dla niego ważne. Interesuje się historią, polityką, podróżami, kulturoznawstwem, jest pasjonatem kuchni, kocha gotować, piec. Kiedy pytamy prawie 18 letniego młodzieńca jakie ma marzenie, odpowiada z uśmiechem na twarzy „Chciałbym spotkać się z noblistą, Lechem Wałęsą”. Kiedy pytamy go dlaczego, pada odpowiedź, która łapie za serce „Dzięki niemu, moje i inne pokolenia mogą żyć w wolnym kraju, w wolnej Europie, chciałbym z nim porozmawiać przy kawie, cieście, śląskim obiedzie z kluskami, roladą i modrą kapustą”.

Kamil dalej walczy o życie i zdrowie, aktualnie przebywa w domu, marzy o tym by móc w nim ugościć człowieka, którego szanuje i podziwia, człowieka, który również na kartach swojej historii przeszedł wiele, a choroba serca też nie jest Lechowi Wałęsie obca.