|
Spełnienie marzenia: 04-07.03.2008, Rzym/Watykan (o/Wrocław)
Wolontariusze: Kamila
O marzeniu Irenki
Chyba nie trzeba tłumaczyć, dlaczego Irenka chciała jechać właśnie na grób Jana Pawła II.
Dla wszystkich Polaków był on wsparciem, przykładem, pokazywał, że można odnaleźć własne miejsce w czasach wojny, totalitaryzmu, w wyzwaniu, jakim był pontyfikat, ale także i w cierpieniu i chorobie. Irenka wymarzyła sobie podróż do naszego wielkiego Rodaka, bo wierzy, że ufając sile tego Człowieka, pokona nawet bardzo ciężką chorobę. A siły na oddziale onkologii są jak nic potrzebne. Irenka leczy się już drugi raz (pierwszy raz zachorowała mając 15 lat, 2 lata leczenia, pół roku przerwy i wznowa). Operacja, intensywne leczenie, powikłania po chemiach, ciągły brak sił fizycznych Irenki, tak powoli zabierał siły wewnętrzne.
By się spełniło
Którejś niedzieli, kiedy Irenka znajdowała się wyjątkowo w domu (dopiero, co wróciła z powikłań z CZD), przyjechał Maciek z Kacperkiem , by wysłuchać Irenki marzenia. Przyznam, że trochę wątpiliśmy, cały czas Irka tak kiepsko się czuła, czy ten wyjazd dojdzie do skutku. Znalazły się jednak Osoby, które zrobiły wszystko, co w ich mocy, żeby Irenka mogła jednak jechać.
Podróż do Rzymu
4 marca o 8.55 wszyscy (tzn. Irenka, Kamila, mama, babcia, tata, Mateusz, Dagmara) byliśmy w samolocie, dla większości była to pierwsza taka podróż i nie obyło się bez emocji. Siódemka to podobno szczęśliwa liczba, także do Domu Polskiego Pielgrzyma, gdzie spaliśmy dotarliśmy cali.
5 marca
Już z samego rana odświętnie ubrani czekaliśmy przed Watykanem. Tam wprowadziła nas przemiła Pani z ambasady polskiej, trochę nam poopowiadała, ulokowała w dobrych miejscach na audiencji u Papieża, Irenka z mamą znalazły się w pierwszym rzędzie. Później wszystkie osoby chore, osobiście podchodziły (lub podjeżdżały) do Ojca Św.. Znalazła się wśród nich również Irenka. Nie spodziewaliśmy się, że będzie to dla niej aż tak wielkie przeżycie, była roztrzęsiona, uśmiechnięta i zapłakana. Irenka mówi, że Ojciec Św. spojrzał na nią jakby ją znał i tak mocno uścisnął. Tego dnia jeszcze trochę pobłądziliśmy po bazylice św. Piotra i udaliśmy się do Kolegium Polskiego. Tam czekał na nas ks. Jan, który pokazywał nam przedmioty należące do Karola Wojtyły, pokój, w którym mieszkał, opowiadał o Ojcu Św.. Niezwykłe było także to, że wszystkich przedmiotów, ubrań mogliśmy dotknąć, zajrzeć do książek, przeczytać list Papieża z Polski do ojca Pio. Zadawaliśmy wiele pytań, chcieliśmy, by ks. Jan powiedział nam wszystko o naszym wielkim Rodaku. W tym czasie poznaliśmy także ks. Dominika, z którym następnego dnia uczestniczyliśmy w Mszy Św. W czasie wizyty w Kolegium panowała taka atmosfera, jakby Ojciec Św. przed chwilą stamtąd wyszedł, jakbyśmy rozmawiali o Kimś doskonale znanym i bliskim. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie przy figurce Matki Boskiej w ogrodzie przed Kolegium (wybraliśmy nieprzypadkowo właśnie to miejsce...).
6 marca
Wcześnie rano spotkaliśmy się z ks. Dominikiem z Kolegium przed bazyliką św. Piotra, padało, było ponuro i zimno. Szybko dostaliśmy się do wnętrza bazyliki, ksiądz Dominik poprowadził nas krętym korytarzem do kaplicy znajdującej się przy grobie św. Piotra. Była to irlandzka kaplica, obok znajdowała się nasza, polska zajęta jednak już wcześniej przez grupę z Francji, postanowiliśmy po Mszy na chwilkę zajrzeć do narodowej kaplicy. Podczas tej niezwykłej Mszy Św. w tym niecodziennym dla nas miejscu, czuliśmy dom. Wszyscy obecni głęboko przeżyli te chwile, panowało skupienie, żywe uczestnictwo w tym, co się dzieje podczas Mszy, modlitwa za naszych przyjaciół z onkologii, za chore dzieci, za lekarzy, za wszystkich, którzy nas wspierają i którzy pomogli nam się tu znaleźć. Następnie udaliśmy się do kaplicy polskiej, później do Grobu Ojca Św. Ks. Dominik poprosił ochronę, by pozwoliła Irence pomodlić się przy samym grobie. Takie chwile pamięta się całe życie, panował chaos, bo akurat na miejscu znajdowała się włoska telewizja, czekająca na delegację, Irenka klęczała przy grobie Papieża, pomodliła się, wyciągnęła różaniec i położyła go na chwilę na pomniku.
Ks. Dominik oprowadzał nas później po bazylice, opowiadał o dziełach i artystach, o Watykanie, o Papieżu z Polski, o oknach, w których świat widział Go po raz ostatni, o Papieżu Benedykcie. Odpoczęliśmy, pijąc gorącą czekoladę w kawiarni niedaleko Placu św. Piotra. Następnie poszliśmy do Muzeów Watykańskich, pożegnaliśmy księdza Dominika. W Muzeach zobaczyliśmy wiele pięknych rzeczy, jednak najbardziej oczekiwaliśmy Kaplicy Sykstyńskiej, bo tam bardzo chciała się znaleźć Irka. Dokonaliśmy własnej analizy i interpretacji dzieła Michała Anioła i wróciliśmy na kolację do sióstr.
7 marca
Spakowaliśmy się już rano i ruszyliśmy pożegnać Rzym. Tego dnia pogoda nie dopisała, więc wybraliśmy zwiedzanie miasta z okien autobusu wycieczkowego, który odwiedza najważniejsze zakątki. Patrzyliśmy na ruiny starożytnego Rzymu, piękne świątynie, łuki i fontanny. Na sam koniec poszliśmy jeszcze raz do bazyliki i do grot watykańskich, by podziękować, jeszcze raz poprosić o siły, i obiecać, że wrócimy tu zdrowi.
Dziękujemy
Oprócz naszej rodziny była z nami wolontariuszka fundacji Kamila, która na równi z nami cieszyła się tym wyjazdem i przeżywała każde wydarzenie. Dziękujemy jej za obecność w tych ważnych chwilach.
Jesteśmy wdzięczni wszystkim Wolontariuszom fundacji, którzy pomogli spełnić marzenie Irenki i trzymamy kciuki, by tych spełnionych marzeń było jeszcze wiele.
Dziękujemy dr Monice, że wyraziła zgodę na wyjazd, Maćkowi i Kacprowi.
Siostrom z Domu Polskiego Pielgrzyma dziękujemy za serdeczność z jaką nas przyjęły.
Ks. Jankowi i ks. Dominikowi dziękujemy za podzielenie się z nami wspomnieniami o Ojcu Św., za modlitwę, za uśmiech.
Panu Czarkowi dziękujemy za bezpieczną drogę do domu, za to, że mieliśmy się z kim podzielić pierwszymi wrażeniami.
Relacja: Irenka z rodziną
zobacz fotoreportaż
|