Marzenia są po to, żeby je realizować. To startujemy. We czwórkę – Kamil – marzyciel, mama, brat Marek i ja, wolontariusz FMM. Najpierw samochodem z Tarnowa na lotnisko w Katowicach. Wyjeżdżamy w środku nocy, bo samolot startuje o 6 rano. Odprawa kończy się o 5.20 i dokładnie o tej godzinie co do minuty meldujemy się przy stanowisku zdziwieni, że nie ma już nikogo.

Dla Kamila to pierwszy lot samolotem w życiu, więc i podekscytowanie jest wielkie. Cała rodzina siedzi razem w jednym rzędzie i punktualnie samolot podrywa się do lotu. A po 2 godzinach lądujemy w Rzymie.

W Rzymie, w którym spędzimy wspaniałe 3 dni. Zobaczymy Watykan z Bazyliką Św. Piotra i odwiedzimy groty watykańskie, gdzie pochowany jest nasz papież Jan Paweł II. Pozostałe 3 wielkie bazyliki rzymskie, forum romanum, koloseum, niesamowite fontanny, schody hiszpańskie – to wszystko widzieliśmy. Przy Zamku Św. Anioła będziemy późną nocą oglądać sztuczne ognie, na nocleg wrócimy ostatnim tramwajem grubo po północy  - wcześniej w Rzymie nie wypada.

A to dopiero początek marzenia. To jedziemy dalej.

Następnie bardzo wcześnie rano udajemy się samochodem w kierunku San Giovanni Rotondo – do ojca Pio. Po drodze odwiedzamy Monte Cassino i cmentarz polskich żołnierzy, którzy tą górę zdobyli. Jesteśmy sami wczesnym rankiem – to takie miejsce, gdzie historię się czuje całym ciałem.

Po południu wizyta u Ojca Pio. 4 niesamowite godziny. Nie próbuję nawet ich tutaj opisać. Kilka kilometrów za San Giovanni Rotondo, gdy jechaliśmy już w kierunku Padwy, gdy spytałem skąd taka cisza, Kamil odpowiedział – ‘refleksja przyszła...’.

Potem po długiej podróży tak dotarliśmy do Padwy – miasta, gdzie Kamil wymarzył sobie zobaczyć najstarszy ogród botaniczny na świecie założony w 1545, wpisany na listę UNESCO. Kamil po dokładnym oglądnięciu wszystkich roślin stwierdził krótko – ‘masakra, taka pozytywna oczywiście’. I już wiadomo, że to miejsce nie mogło zostać pominiętę podczas podróży.

Na wieczór została Wenecja. W której i zgubiliśmy się, i zjedliśmy prawdziwą włoską pizze, i lody włoskie były. Ale to już ostatni wieczór marzenia.

Rano wsiadamy w Bergamo w samolot i lądujemy w Krakowie. Stąd już do domu ‘rzut beretem’. I tak marzenie Kamila się spełniło.

Mamy nadzieję, że najpiękniej jak można było i na zawsze pozostanie w pamięci naszego MARZYCIELA.