Poznajcie historię Franka i Tobiasza. Dwóch zwariowanych Marzycieli, których marzeniem była wizyta w Legolandzie.

8:45 to godzina, kiedy wszystko się zaczęło. Wsiedliśmy do busa Event Tours Biuro Podróży i pomknęliśmy autostradą w kierunku duńskiego parku rozrywki Legoland ® w  Billund w Danii. Z krótką przerwą na drobny posiłek przy niemieckiej autostradzie dotarliśmy do celu. Chwilę odpoczęliśmy i ruszyliśmy na krótki spacer i po długiej rozmowie położyliśmy się spać, aby mieć mnóstwo siły i energii na dzień w Legolandzie.

W drugi dzień o 10-tej byliśmy już u bram Legolandu. Przeszliśmy przez bramki i … zaczęło się wielkie szaleństwo.

Ninjago to wielkie królestwo Franka. Spotkaliśmy Flame’a, Smoka Ognia z klocków Lego. Przejechaliśmy się też kolejką i pomogliśmy Ninja zabić groźnego smoka.

Chłopcy mieli ogromną radochę w labiryncie laserowym. Franka, Tobiasza i Tymka wciągnęło na kilka dobrych minut, my dorośli również skorzystaliśmy z tej zabawy, jednak chłopcom o wiele lepiej wychodziło przejście przez ten labirynt niż nam.

Zaraz po labiryncie poszliśmy obejrzeć film w kinie 4D. Spryskali nas wodą – dobrze, że było ciepło to szybko wyschliśmy ;) Znaleźliśmy się w środku statku jakbyśmy byli na planie filmu Star Wars, zrobiliśmy kilka dobrych ujęć i poszliśmy całą siódemką na roller coaster i kolejny i kolejny.

Polecieliśmy na Orle wysoko, wysoko – razem z Frankiem krzyczeliśmy tak głośno, że chyba nas było słychać w całym parku! I choć byliśmy przerażeni z początku – to bardzo nam się podobało! Wyszliśmy z wielkim uśmiechem :) Mieliśmy okazję pojechać „X-treme Racers”, i było jeszcze wyżej i jeszcze lepiej niż na poprzednim roller coasterze! Zwiedzieliśmy nawet świątynie! Niestety zaczęło kropić, więc niewiele myśląc znaleźliśmy schronienie przy zatoce pingwinów i zjedliśmy obiad, aby mieć siłę na dalsze zwiedzanie.

Po obiedzie przyszedł czas na kolejny roller coaster. Wtorek był ich pełen! Tym razem zjeżdżaliśmy z prędkością aż 65 km/h! Kolejna dawka adrenaliny, później przyszła pora sprawdzić jak działają nasze błędniki! Bo znaleźliśmy się Szkole Pilotów i mierzyliśmy się z przeciążeniami grawitacyjnymi!

Naszym dzielnym chłopakom przyszło zostać strażakami! I jako Straż Pożarna musieli ugasić pożar jak najszybciej to możliwe! I udało się! Mogliśmy iść dalej. Przyszła pora na kolejną atrakcję i kolejny roller coaster. Ania - mama Franka, została i obserwowała nas z Ziemi – a my dalej szaleliśmy!

Szaleliśmy ile sił, ale w końcu przyszła pora na przerwę, na odpoczynek. Ale zanim usnęliśmy – poszliśmy na basen, aby nasze nogi również miały chwilę odpoczynku! ;)

Przyszła pora na sen i choć nasze dzielne chłopaki szybko usnęli – my dorośli siedzieliśmy i gadaliśmy do późnych godzin nocnych. Jakbyśmy znali się od wieków! Aż wciąż nie dowierzam, że z takimi fajnymi rodzinkami przyszło mi pojechać do Legolandu! A to jeszcze nie koniec! To dopiero drugi dzień za nami!

Wstaliśmy w środę z samego rana. Udaliśmy się do parku i po kolei odwiedziliśmy wszystko, czego nie udało nam się zobaczyć wcześniej. Tym razem był to dzień atrakcji wodnych i kursu nauki prawa jazdy!

Tak! Chłopaki uczyli się jeździć samochodem! Z początku Panie instruktorki wytłumaczyły zasady poruszania się po drodze, a później chłopcy wsiedli za kółko! Szybko "wynieśliśmy" się z rodzicami poza plac manewrowy z obawy przed przejechaniem przez chłopaków! Chłopcy jeździli Elką, a rodzice i ja mieliśmy chwilę na wypicie kawki i odsapnięcie od biegania między atrakcjami Legolandu.

Trzeba przyznać, że w Danii - gdzie zazwyczaj pada i jest chłodno, tym razem Skandynawia przywitała nas piękną, ciepłą, słoneczną pogodą. Chłopaki musieli zrobić na pogodzie dobre wrażenie i chyba wybłagali to słońce na niebie!

W Legolandzie było kilka atrakcji, które rzucały nam się w oczy od samego początku. Atrakcje wodne! I przeprawa pontonem i statek wikingów! I płynęliśmy tym statkiem i strzelaliśmy do siebie z armatek wodnych. Dobrze, że było ciepło! Bo byliśmy cali mokrzy od stóp do głów!

W Legolandzie była też jedna atrakcja, która zapadła nam w pamięć. Kilka razy płynęliśmy pontonem i spadaliśmy 15m jak na roller coasterze! Tak nam się spodobało, że aż musieli nas wyprosić! 

Na koniec wsiedliśmy do „windy widokowej”, musieliśmy na koniec spojrzeć na to wszystko z góry, tak aby mieć jeszcze lepsze wspomnienia!

Kupiliśmy jeszcze drobne pamiątki i pora była zakończyć nasz czas w parku Legoland. Może dla moich Marzycieli tu wycieczka się skończyła, lecz dla mnie? Dla mnie największa niespodzianka była jeszcze przede mną.

W czasie obiadu wygadałam się, że  „małpi gaj” dla chłopaków jest otwarty do późna, bo aż do 21.30. A że rodzice dzieci czyli Ania, jak i Ewa i Robert byli już „zmęczeni”, wysłali mnie z chłopakami, abyśmy się pobawili. Bawiłam się z chłopakami jak szalona. Ułożyliśmy ze wszystkich dostępnych klocków wysoką ścianę, aż chłopaków zakrywała! I ślizgaliśmy się po wszystkich ślizgawkach! Zabawa była przednia.

Wyszliśmy z małpiego gaju, a tam przed wejściem czekali na nas Ania, Ewa, Robert. Chłopaki, jak tylko zobaczyli swoich rodziców zaraz do nich podbiegli. Cóż mogę powiedzieć, to była najlepsza niespodzianka jakąkolwiek chyba ktoś mi zrobił… na moje urodziny. Usłyszałam „Sto lat”, zdmuchnęłam świeczkę i aż mi się łezka zakręciła. Kochani, dziękuję <3

Przyznam szczerze, że choć minęło już trochę czasu – nadal mi ta łezka się pojawia jak o tym wspominam. Dla mnie najlepszym prezentem na urodziny jest uśmiech Marzycieli. I ja dostałam goprzez te cztery dni wyjazdu. To były cztery cudowne dni ze świetnymi chłopakami i ich rodzicami.

Okazuje się, że kiedy spełniam marzenia naszych podopiecznych, to i moje marzenia się spełniają!

 

Przyszła pora na podziękowania:

Ania, Ewa, Robert  - dziękuję Wam za te rozmowy do późna w nocy (tak, tak, Ewo, następnym razem będziemy ciszej). Dziękuję za cudownie spędzone urodziny, za niespodziankę, za fajne marzenia chłopaków i za cały, calutki wyjazd. Jesteście niesamowici!

Tobiasz, Franek – rozwijajcie skrzydła, spełniajcie swoje pozostałe marzenia. Bo warto!

 

Naszej wycieczki nie byłoby gdyby nie sponsorzy. Nasi cisi bohaterowie.

Polsko-Amerykańskie Szkoły Prywatne w Szczecinie, Biuro Podróży Event Tours – to wszystko dzięki Wam!

Łukaszu, dziękujemy Ci za dowiezienie nas cało i bezpiecznie do Billund i z Billund do Szczecina. Dzięki wielkie!

Kochani Uczniowie, Szanowni Rodzice, droga Dyrekcjo Polsko – Amerykańskich Szkół Prywatnych w Szczecinie – spełniło się największe marzenie Tobiasza i Franka. Wszystko dzięki Wam! Wierzę i mam nadzieję, że Wy również – iż pomoże to naszym Marzycielom w dalszej walce z chorobą i w codziennym życiu. Dziękuję Wam w imieniu całej Fundacji, naszych marzycieli, a w szczególności w imieniu Tobiasza i Franka. Jesteście cudowni!

Dziękuję jeszcze raz wszystkim bardzo mocno i do zobaczenia przy następnym marzeniu i następnym Marzycielu!