Jeden z szczęśliwszych dni w życiu wolontariusza Fundacji Mam Marzenie to ten, w którym po wielu zmaganiach i napotkanych na swojej drodze trudach może zobaczyć uśmiech dziecka, którego największe marzenie właśnie się spełnia. O tym będzie ta opowieść.

Wczesnym rankiem udaliśmy się do jednej z podwarszawskich miejscowości, aby zabrać Filipa i jego mamę do Portugalii, gdzie miało odbyć się całe wydarzenie. Jedną z pierwszych atrakcji dla naszego Marzyciela był oczywiście lot samolotem, na który z niecierpliwością czekał. Jak sam stwierdził, najlepsze są start oraz lądowanie. Podróż, mimo że mecząca, przebiegła sprawnie, bo – jak wiadomo – w miłym towarzystwie czas szybko mija. Zmęczeni skierowaliśmy swoje kroki do hotelu, gdzie zjedliśmy kolację i udaliśmy się na zasłużony sen.

Kolejny dzień przebiegł pod znakiem odpoczynku i rozmów, jak to będzie z tymi delfinami. Gdy tylko padało to magiczne słowo, na twarzy Filipa pojawiał się mimowolny uśmiech.

W końcu wybiła godzina zero. Pomimo tego, że pogoda do idealnych nie należała, nic nie mogło go nam zepsuć. Deszcz padał, a my w najlepsze, zaopatrzeni w parasolki, zwiedzaliśmy park Zoomarine. Piękne wystawy, akwaria z najróżniejszymi stworzeniami oraz pokazy fok i delfinów. Te ostatnie oczywiście najbardziej przypadły do gustu naszemu Marzycielowi. Pytania „kiedy będę mógł pływać z delfinami?” padały aż do godz. 14.00, kiedy to mieliśmy umówione spotkanie z jedną z treserek delfinów. Punktualnie zjawiliśmy się na miejscu, gdzie przecudowna obsługa parku od razu się nami zajęła. Pokazano nam, gdzie Filip może się przebrać w piankę do pływania. W ramach prezentu podarowano mu ręcznik oraz japonki. Potem było już tylko lepiej. Zajął się nami pan, który kazał nazywać siebie Rob i był prześmieszny. Jak sam mówił, zna naszą fundację bardzo dobrze i popiera inicjatywę, a jako że umiał kilka słów po polsku, takich jak „spoko”, „dzień dobry”, „nie wierzę”, wielokrotnie nas rozbawiał. Zabrał nas do atrapy delfina, tłumacząc, gdzie można zwierzę dotykać i głaskać, a gdzie niekoniecznie. Filip był zafascynowany i słuchał z uwagą, powtarzając potem na głos wszystko, co zapamiętał. Tak przygotowani, udaliśmy się do specjalnie wyznaczonego miejsca, gdzie miało odbyć się pływanie. Wtedy wydarzył się cud. Dosłownie w momencie, w którym Filip wszedł do basenu, przestał padać deszcz i słońce wyszło zza chmur. Nie mogliśmy uwierzyć, ponieważ zupełnie nie zapowiadało się na taką zmianę pogody. Marzenia mają magiczną moc!

Nasz Marzyciel miał okazję poznać dwa delfiny. Zaczęło się od głaskania, potem całowania i przytulania. Następnie odbył się prywatny pokaz skoków. Poinstruowany przez treserów Filip wydawał nawet komendy, na które delfiny reagowały skokami czy dźwiękami. Przyszedł czas także i na pływanie. Chłopak, trzymając się płetw delfinów, miał okazję przepłynąć basen wzdłuż i wszerz. Wszystkie te atrakcje zostały uwiecznione na zdjęciach oraz filmie, które również dostaliśmy w prezencie od parku. Radościom nie było końca. Kiedy zbliżaliśmy się ku końcowi, nasz Marzyciel z uśmiechem od ucha do ucha wyszedł z basenu, potwierdzając, że było to jego największe marzenie.

Zmęczeni, ale szczęśliwi wróciliśmy do hotelu. Zabierając ze sobą fotografie, film pamiątkowy, Sebka (nowego przyjaciela Filipa, którym stał się pluszowy delfin z Zoomarine) oraz przepiękne wspomnienia, które z pewnością będą towarzyszyć naszemu Marzycielowi do końca życia.