Moim marzeniem jest:

Komputer z internetem i urządzeniem wielofunkcyjnym.

Iza, 12 lat

Kategoria: dostać

Oddział: Lublin

Status marzenia: spełnione

Marzenie zostało spełnione dzięki pomocy

  • Sponsor Anonimowy

pierwsze spotkanie

2010-03-07

 
  Piątkowego popołudnia wraz z Agnieszką zrobiłyśmy sobie małą wycieczkę do szpitala w celu odwiedzin Izy. Było to nasze pierwsze spotkanie z Marzycielką, więc zwyczajowa ciekawość i entuzjazm i tym razem nas nie zawiodły. Witając się z Izą, jej mamą, sąsiadkami z sali i ich krewnymi od razu moża było wyczuć miłą atmosferę wesołego babińca. Iza w pierwszej kolejności dostała od nas odtwarzacz mp3. Niestety poprzez naszą wolontariuszową energię, ale i roztrzepanie, nie zadbałyśmy z Agnieszką o odpowiednią baterię, więc uruchomienie odtwarzacza okazało się przerosnąć nasze siły.
Przeprosiłyśmy Izę za to zamieszanie i zapewniłyśmy, że jeśli tylko użyje odpowiedniej baterii, nasz lodołamacz będzie w pełni sprawny.
 
  Jak się potem okazało, ta drobna pomyłka nie zachwiała naszych humorów, tylko pozwoliła nam płynnie przejść do naszej ulubionej strony spotkania, a więc rozmowy o marzeniach. Kiedy Agnieszka zapytała o czym Iza marzy, odpowiedź była prosta: komputer z urządzeniem wielofunkcyjnym i internetem.
Nasza Marzycielka była pewna swojego wyboru, więc mogłyśmy niemalże od razu wypełnić potrzebny kwestionariusz i zacząć się zastanawiać nad realizacją marzenia. Ucinając sobie jeszcze krótką pogawędkę na temat marzeń i ich realizacji, Iza westchnęła, że tak właściwie jej pierwsze marzenie to powrót do domu i poprawa zdrowia. Co prawda nasza wolonatriuszowa moc nie ma aż tak szerokiego spektrum działania, ale obiecałyśmy wraz z Agnieszką jak i całą wolontariuszową załogą, że będziemy trzymać mocno kciuki, aby i to marzenie w końcu się spełniło.
 
W zamian dostałyśmy piękny uśmiech naszej Izy. To było wymarzonym zwieńczeniem tej wizyty.

spełnienie marzenia

2011-01-22

 

Sobota, dla niektórych zbliża się południe, dla innych jest to wczesny poranek (jakby nie patrzeć jest przecież weekend). My jednak już nie śpimy, bo to przecież właśnie dziś ma zostać spełnione pierwsze w tym roku marzenie - komputer stacjonarny dla Izy.
Podróż jest długa, dlatego jedziemy jak najwcześniej się da. Szybko zabieramy wszystkich ochotników i jedziemy po najważniejsze - komputer dla naszej Marzycielki. Wszystko mamy. Możemy jechać.
Jedziemy sporą grupką, prawie jak mała wycieczka. Wesołe rozmowy ciągle przerywa "miła pani", która miała nam wskazać drogę, ale sama zgubiła się w lesie. Tak, nawigacja nie zawsze ma rację, bo gdyby skręcić w lewo tak jak sugerowała, to mamy las. I co niby tędy mamy jechać? Raczej nie. Na szczęście ktoś kiedyś wymyślił mapy...
Z małymi przygodami ale udało się ,trafiliśmy na miejsce. Każdy z jakąś paczuszką w ręce potruptał w stronę domu. Jest mama, jest tata, jest nawet Aruś - młodszy braciszek, ale kogoś nam jeszcze brakuje... Gdzie jest Iza?
Iza w tym czasie miała lekcję matematyki, lecz gdy tylko usłyszała jakąś wrzawę na dole, lekcja dobiegła końca. Już od rana miała problem ze skoncentrowaniem się na czymkolwiek, bo niecierpliwie czekała na nasz przyjazd. Był to dla niej wielki dzień, właśnie miało spełnić się jej marzenie.
Dziewczynka nieśmiało przywitała się z nami. Zaprosiła nas do swojego pokoju, gdzie miał stanąć komputer. I tak cala procesja poszła za Izą na górę. Nie tracąc czasu, zabraliśmy się za rozpakowywanie pakunków. Dziewczynka bacznie przyglądała się naszym poczynaniom. Jej brat szalał między pudłami. "A co jest tu? A tu? A w tamtym?". Tak, mamy nowego pomocnika :)
Jak to dobrze mieć w swoich szeregach informatyka. Dzięki Krystianowi komputer szybko wydał pierwsze oznaki życia. Teraz jeszcze trzeba zainstalować to i owo i gotowe. Gdy Krystian przygotowywał komputer do sprawnego działania my poznałyśmy królestwo Arusia. Pokazał nam wszystkie zabawki i książeczki jakie ma w swoim pokoju. Nie mogło obyć się bez prezentu dla naszego dzielnego Malucha. Dostał od nas pluszaka i fundacyjne balony. Od razu rozpoczęła się zabawa. Na szczęście podczas gry sprzęty z pokoju Izy nie ucierpiały, a w szczególności, że nic nie stało się kolekcji porcelanowych aniołków. W końcu nasza Marzycielka zbiera je od dawna i byłaby wielka szkoda. (uf co za ulga.)Pozostało tylko jeszcze zainstalować grę, którą Iza od nas dostała. No to do roboty, komputer pracował, rozpakowywał pliki, instalował a my zeszliśmy na dół na herbatkę przygotowaną przez Mamę. Dzięki małemu Arusiowi Marek miał okazję przypomnieć sobie czasy, kiedy sam jeszcze grał w gry komputerowe. Nasz mały spryciarz uczył Marka jak grać w grę uruchomioną na komputerze u rodziców. (sam ją uruchomił.)Słychać było tylko komentarze Arusia „Nie tak, musisz przeskoczyć. Uważaj na ślimaka" Markowi chyba nie szło zbyt dobrze nie szło bo po paru chwilach usłyszeliśmy tylko „ O przegrałeś."
Niestety czas upływał bardzo szybko i nim się obejrzeliśmy musieliśmy wracać do domu. Sprawdziliśmy jeszcze tylko czy wszystko działa tak jak powinno i pora była ruszać. W wyśmienitych nastrojach i z poczuciem danej radości wyruszyliśmy w drogę ciekawi jaką niespodziankę tym razem przygotowała nam „miła pani". Ciekawość jednak pozostała, bo Marek w drodze powrotnej poradził sobie bez udziału „pilota".

Na koniec pragniemy podziękować wszystkim którzy przyczynili się do spełnienia marzenia Izy

„To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące."

- Paulo Coelho

Autorzy: Ania i Kasia