Moim marzeniem jest:
pierwsze spotkanie
2025-11-16
Po długiej drodze pełnej przygód udało się nam dotrzeć do domu naszego Marzyciela - od progu powitała nas Lusia, piesek rodziny, a chwilę później mama Kuby ugościła nas herbatą i ciastkami, które upiekła razem z Natalką, siostrą Kuby.
Zanim jeszcze na dobre usiadłyśmy, wręczyłyśmy Kubie poradnik szachowy i to był ten moment, kiedy na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech, bo szachy to jego prawdziwa pasja!
Po rozmowie o jego zamiłowaniu do szachów oraz chwili poświęconej na snucie planów na przyszłość (marzą mu się studia w Dęblinie, na kierunku lotnictwo) przeszłyśmy do tematu naszego spotkania, jakim jest wybór marzenia. Pomysłów było dużo, z największą radością Kuba mówił o celach podróżniczych: rozważał podróż do Słowenii, aby uczestniczyć w zawodach skoków narciarskich, albo do Barcelony, gdzie mógłby doświadczyć meczu ulubionych klubów.
Z największym zainteresowaniem jednak opowiadał o podróży do Islandii – razem z rodziną często starają się otaczać się przyrodą i wybierają piesze wycieczki, więc wizja miejsca, w którym natura jest jak wielka scena, a każdy dzień potrafi wyglądać jak początek przygody, działała na niego niesamowicie. W końcu to właśnie na Islandii można zobaczyć zorzę polarną, która potrafi rozlać się po niebie jak zielono-fioletowy taniec świateł; wodospady tak potężne, że sam ich szum brzmi jak opowieść; czarne plaże z wulkanicznym piaskiem, surowe krajobrazy i parujące zakątki, gdzie człowiek naprawdę czuje, że jest blisko czegoś większego.
I właśnie wtedy, kiedy wypowiedział Islandię z takim błyskiem w oku, dorzucił jeszcze zupełnie mimochodem, że gdyby już tam był, to spotkanie jakiegoś mistrza szachowego byłoby dla niego czymś absolutnie niesamowitym – takim małym „bonusowym marzeniem” do tej wielkiej wyprawy.
A nam nie pozostaje nic innego, jak złapać ten jego uśmiech w garść, zamienić go w plan i po prostu działać - krok po kroku, aż Islandia przestanie być opowieścią, a stanie się prawdziwą przygodą Kuby.
spełnienie marzenia
2026-03-26
W czwartkowy poranek, pełni radości i podekscytowania, wyruszyliśmy pociągiem z Warszawy do Katowic, popijając pyszną kawkę i zajadając kanapki, bo to właśnie stamtąd zaczynała się nasza wielka islandzka przygoda. Już na lotnisku Kuba przeżył coś naprawdę wyjątkowego, ponieważ jako pierwszy został wpuszczony nie tylko na płytę lotniska i do samolotu, ale nawet do kokpitu pilota, co było spełnieniem małego marzenia jeszcze przed startem. Po spokojnym locie, bez żadnych opóźnień, dotarliśmy do Reykjavíku, gdzie czekał na nas Michał z Galdur Iceland Tours, który serdecznie powitał nas na tej surowej, bajecznej i zachwycającej wyspie marzeń. Następnie zawiózł nas do przepięknego drewnianego domku letniskowego, który od razu skradł nasze serca i stał się naszym małym islandzkim azylem. Już po drodze zatrzymaliśmy się na terenach pokrytych zastygłą lawą, gdzie każdy z nas odnalazł swój szczęśliwy lawowy kamyk, jakby Islandia na dzień dobry chciała podarować nam cząstkę swojej magii.
Drugiego dnia od samego rana wyruszyliśmy na pełną zachwytów wyprawę po południu Islandii. Zaczęliśmy od Vík i Mýrdal, urokliwej miejscowości położonej niedaleko potężnego wulkanu Katla, gdzie już od pierwszych chwil czuliśmy, że jesteśmy w miejscu jak z marzeń, a dodatkową radość sprawił nam pełen śmiechu zjazd z górki. Po drodze zatrzymaliśmy się także przy islandzkich koniach, które zachwyciły nas swoim spokojem i urokiem. Następnie dotarliśmy na półwysep Dyrhólaey, gdzie czekały na nas zapierające dech w piersiach widoki na ocean, bezkresną przestrzeń i surowe klify, a później odwiedziliśmy czarną plażę Reynisfjara z jej czarnym piaskiem, bazaltowymi kolumnami i falami oceanu. Kolejnym niezwykłym punktem był lodowiec Sólheimajökull, majestatyczny i piękny, tak bliski, że z uśmiechem mogliśmy niemal dotknąć jego lodowego świata, a nawet symbolicznie go „spróbować”. Później ruszyliśmy do wodospadów - najpierw do potężnego Skógafoss, który spada z wysokości 60 metrów, a potem do ukrytego między skałami Gljúfrabúi oraz niezwykłego Seljalandsfoss, przy którym można przejść niemal za wodną kurtyną i wspiąć się na głaz, by jeszcze mocniej poczuć magię tego miejsca. Jakby Islandia chciała podarować nam tego dnia jeszcze więcej piękna, powitała nas także cudowna tęcza.
Trzeci dzień rozpoczęliśmy od pysznego śniadania, po którym wyruszyliśmy do niezwykłego wodospadu Brúarfoss, którego nazwa oznacza Wodospad Mostu i nawiązuje do legendy o naturalnym kamiennym moście. Dziś stoi tam drewniany mostek, z którego rozpościera się zachwycający widok na intensywnie błękitną wodę, i właśnie tam wydarzył się jeden z najpiękniejszych momentów całego wyjazdu - Kuba otrzymał dyplom spełnienia marzenia, a radości, wzruszeniu i uśmiechom nie było końca. Następnie pojechaliśmy zobaczyć miejsce styku płyt tektonicznych, gdzie można niemal namacalnie poczuć, że stoi się pomiędzy Europą i Ameryką Północną. Kolejnym przystankiem była słynna szklarnia pomidorów Friðheimar, pełna ciepła, zieleni oraz zapachu bazylii i świeżych ziół, gdzie spróbowaliśmy pysznej zupy pomidorowej. Na zakończenie dnia czekał na nas relaks w słynnych termach Blue Lagoon. Choć w drodze do Reykjavíku złapał nas porządny sztorm, bezpiecznie dotarliśmy do hotelu, wdzięczni za kolejny dzień.
Pierwsze trzy dni naszej niezwykłej islandzkiej przygody spędziliśmy z Michałem z Galdur Iceland Tours, który okazał się przewodnikiem absolutnie wymarzonym - nie tylko z ogromną pasją i w bardzo ciekawy sposób opowiadał nam o Islandii, jej naturze, historii i wyjątkowych miejscach, ale też wspaniale zaplanował cały nasz czas, wszędzie nas bezpiecznie woził i sprawił, że mogliśmy przeżyć ten wyjazd bez stresu, za to z wielką radością, spokojem i zachwytem.
Niedzielny poranek w Reykjavíku rozpoczęliśmy od FlyOver Iceland, niezwykłej atrakcji, która pozwala poczuć się tak, jakby naprawdę unosiło się nad Islandią, wśród lodowców, fiordów i wulkanów. Po tej pełnej emocji przygodzie zjedliśmy prawdziwy islandzki obiad i ruszyliśmy do Harpy - jednego z najbardziej charakterystycznych miejsc Reykjavíku, czyli nowoczesnej sali koncertowej i centrum życia kulturalnego miasta. To właśnie tam czekała na Kubę wyjątkowa niespodzianka: Reykjavik Open 2026, prestiżowy międzynarodowy turniej szachowy rozgrywany w Harpie. Dzięki ogromnej życzliwości pana Gunnara Björnssona, CEO Islandzkiej Federacji Szachowej, Kuba jako niezwykły pasjonat szachów, został zapowiedziany jako gość specjalny i mógł wykonać pierwszy ruch w partii dwóch znakomitych szachistów. Co więcej, jeden z nich później wygrał cały turniej. Później Kuba miał także okazję grać z różnymi zawodnikami, a cały dzień upłynął nam w atmosferze radości i dumy!
W przedostatni dzień wyprawy wyruszyliśmy na słynny Złoty Krąg razem z autokarem pełnym szachistów - była to wycieczka zorganizowana przez Islandzką Federację Szachową. Tego dnia zobaczyliśmy Þingvellir, geotermalny obszar Geysir z wybuchającym Strokkurem, a także majestatyczny wodospad Gullfoss, spadający kaskadami do głębokiego kanionu. Odwiedziliśmy również Centrum Bobby’ego Fischera w Selfoss, poświęcone legendarnemu mistrzowi świata w szachach, a także jego grób. Po dniu pełnym wrażeń wróciliśmy do Reykjavíku na pyszną obiadokolację i ostatnie pamiątki.
Ostatni dzień spędziliśmy na spokojnym odkrywaniu uroków Reykjavíku. Spacer rozpoczęliśmy przy malowniczym jeziorze Tjörnin, następnie udaliśmy się na Stare Miasto, gdzie zobaczyliśmy Althing, katedrę Dómkirkjan, plac Austurvöllur oraz ikoniczny kościół Hallgrímskirkja. Później zrobiliśmy sobie pyszną przerwę na matchę z musem borówkowym i mlekiem owsianym, zjedliśmy coś na szybko i ruszyliśmy do słynnego Perlan. Potem wróciliśmy po ostatnie pamiątki i wspólny obiad, a następnie nadszedł moment pożegnania z piękną Islandią. Wracaliśmy do Polski ze smutkiem, ale też z ogromnym szczęściem i sercami pełnymi wspomnień. Dla Kuby był to czas absolutnie wyjątkowy - pełen radości, wzruszeń, niespodzianek i chwil, które miały w sobie prawdziwą moc spełnionego marzenia, a jeszcze piękniejsze było to, że mógł przeżyć tę niezwykłą przygodę razem ze swoją mamą Agnieszką i siostrą Natalką, czyli z najbliższymi osobami, z którymi dzielił zachwyt, śmiech i wszystkie te małe momenty, dzięki którym ten wyjazd stał się nie tylko spełnieniem marzenia, ale też cudownym rodzinnym wspomnieniem.
Z całego serca dziękujemy Ani i Michałowi z Galdur Iceland Tours - niesamowitym ludziom, dzięki którym spełnienie tego marzenia było możliwe. Dziękujemy także panu Gunnarowi Björnssonowi z Islandzkiej Federacji Szachowej za to, że mogliśmy uczestniczyć w turnieju i wyjątkowej wycieczce. To dla nas zaszczyt, że mogliśmy spełnić tak wspaniałe marzenie!